Lubomira Bendik
(…) Drugiego [września] – nadleciały niemieckie samoloty i widząc te błyszczące takie w słońcu te rowery, spadły tam dwie bomby, z tym że trochę z tych rowerów się zniszczyło. Jednego z panów z naszej kamienicy, który też z rowerem tam poszedł, przysypała ziemia i on na dwa dni stracił słuch, ale potem odzyskał i jeden z lokatorów, młody taki człowiek, został ranny i pamiętam, że do nas go przynieśli. Ranny był w głowę i jakieś opatrunki mu się zakładało. Bo to było bardzo duże bombardowanie 2 września. Akurat były imieniny mojej mamy.
Maria Pietraszewska
Drugiego września mój tata idzie do pracy – jak co dzień, normalnie – i słyszymy, chyba o siódmej rano, huk samolotów. Piękna, słoneczna pogoda, wrzesień wtedy wyglądał zupełnie inaczej niż teraz. Wtedy nie było telewizji, tylko przez radio docierały wiadomości, co się dzieje. Słyszymy huk ciężkich samolotów. Wiedzieliśmy o tym, że Warszawa była już bombardowana pierwszego września, więc wybiegliśmy na podwórko, wyglądamy co się dzieje. Raptem huk bomb, lecą bomby – na fabrykę samolotów runęły wtedy bomby niemieckie. Nie wiadomo, co się dzieje. Po jakimś czasie, kiedy ucichły te straszne bombardowania, samoloty odleciały, wszystkie osoby, których mężowie, synowie czy ojcowie pracowali w fabryce, z niepokojem wyglądały, co się dzieje. Pamiętam, że stałyśmy z mamusią na ulicy, żeby się dowiedzieć, czy żyje nasz tata, czy nie, bo już poszła wieść, że mnóstwo ludzi zginęło wtedy w tym bombardowaniu. Patrzymy z daleka, idzie nasz tata. Pamiętam, że się wtedy rozpłakałam, teraz, jak o tym myślę, to też chce mi się płakać. Tata był przerażony i opowiadał nam, że rzeczywiście cudem uniknął śmierci. Przy fabryce było lotnisko, tam były wykopane schrony przeciwlotnicze, takie rowy; w mieście też kopali te rowy, a mój tata był w pionie technicznym, pracował w kontroli technicznej, więc był w specjalnym fartuchu. Jak się zaczęło bombardowanie, to oczywiście popłoch, panika, wszyscy zaczęli wybiegać do tych rowów. Tata też wybiegł do tego rowu, ale się wrócił, bo był w kitlu. Mówi: „Muszę zostawić kitel w tym biurku, w swoim pokoju”. I się wrócił, a w tym czasie spadły straszliwe bomby. Kilku kolegów tatusia, którzy wybiegli do rowów zginęło, dlatego, że Niemcy specjalnie walili po tych rowach, żeby jak najwięcej ludzi zabić. Sama fabryka, jako budynek, ocalała; bombardowali tylko ludzi, strzelali też z karabinów. Wtedy tata wrócił szczęśliwie, ale do pracy już nie poszedł, wszystko było przecież w chaosie. Fabryka miała być ewakuowana. Brat mojej mamusi też pracował w tej fabryce samolotów jako buchalter.
Mieczysław Durakiewicz
Tego pamiętnego dnia wyszedłem do pracy zupełnie spokojny. Szedłem z Północnej przez Plac Litewski do Trybunału. Kiedy znalazłem się na środku Placu Litewskiego, usłyszałem jęk samolotów. Zatrzymałem się i odwróciłem w stronę zachodnią. Są – eskadra złożona z 3 samolotów. Zastanawiałem się dlaczego nie strzelała obrona na Sławinku. (…) Piloci mieli dokładne rozeznanie terenu. Lecieli przez cmentarz, mosty, na lotnisko. Gdyby nawet samoloty były niewidoczne, to łatwo można byłoby się domyśleć, że polecą właśnie przez mosty, zgrupowanie fabryk do lotniska. Kierunek lotu był prostopadły do promienia mojego widzenia. Odległość – około jednego kilometra.
Telefonogram Starosty Grodzkiego do  Urzędu Wojewódzkiego:
„Lublin, 2. IX. 1939. Donoszę, że skutki nalotu dzisiejszego, który rozpoczął się o godzinie 8.30 są następujące: 1) Dwie bomby na cmentarzu przy ulicy Lipowej, wyrzucone zostały trumny; 2) Lipowa 27 – na placu bomba burząca – duża, uszkodzeń nie ma. 3) Na ulicy Narutowicza i Głębokiej. 4) Wesoła 24, jeden zabity i dwóch rannych, uszkodzony budynek. 5) Miła 6 – dom rozwalony Wincentego Dąbka. 6) Zamojska 53 – na podwórzu mur uszkodzony. 7) Rusałka. 8) Al. Piłsudskiego za mostem, jedna bomba, uszkodzeń nie ma, dwóch rannych robotników. 9) Głęboka. 10) Łęczyńska 44, dom uszkodzony. 11) Fabryczna 45, dom zrujnowany. 12) Lotnicza, dwóch zabitych. 13) W elektrowni uszkodzone chłodnie, tabory zburzone i akumulatory.
Najwięcej bomb spadło w rejonie Lubelskiej Wytwórni Samolotów: Łęczyńska, Fabryczna, Majdanek, około 20 zabitych, 20 rannych. Do tej pory ogółem zarejestrowano i odesłano do szpitali 53 rannych i 5 dzieci. Zabitych około 20 przewieziono do kostnicy. Tor na Łuków i Kowel uszkodzony, kilka wagonów zniszczonych.”
Wykorzystano skrócone fragmenty relacji.
Źródła:
Lubomira Bendik, Maria Pietraszewska, Krystyna Modrzewska – www.historiamowiona.teatrnn.pl
APMM, Mieczysław Durakiewicz, sygn. VII/0-50.
„Telefonogram Starosty Grodzkiego do  Urzędu Wojewódzkiego”, W:  W. Białasiewicz, A. L. Gzela, „Bronili Lublina 1939 wrzesień”, Lublin 1994, s. 25.

historyk, miłośnik historii Lublina. web-developer