Nasza redakcja natrafiła na ślad znachorki w jednym z numerów „Wisły”. Były to kobiety głęboko wierzące, głównie w starszym wieku, które trudniły się w leczeniu chorób. Szczególną ich umiejętnością było tzw. „zamawianie”, czyli odpędzanie chorób przy pomocy formuł przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Przy leczeniu odznaczały się również szczególną wiedzą z zakresu zielarstwa. Należy jeszcze dodać że osoby które posiadły ten „dar” rzadko udzielały wywiadów.
Informację „o pewnej wiejskiej kobiecie z okolic Lublina” przedrukowano z Kurjera Porannego z dnia 4 lutego 1883 roku. Znachorka podaje tam następujący sposób badania i leczenia choroby:
„Naprzód trza go (chorego) obejrzyć, popatrzyć na niego, posmarować tam, gdzie go boli i okadzić. Potem trza zamawiać, tylko tak, coby ani jednego słowa nie przepuścić, jeno tak gadać, jak starzy ludzie zamawiali. Moja matula nieboska naucyli mnie, zeby tak zamawiać: Zesłał Pan Jezus świętego Franciska z ostrym miecem, ażeby porąbał, posiekał, zeby się ne serzyła (choroba), zeby kostecków nie łomała. A ja cię zamawiam puchowem pióreckiem, makowem ziareckiem, abyś posła tara, skądeś wysla, Boską mocą, Najświętsej Panny dopomocą, Aniołami Bożymi i wszyćkimi Świętymi.— Tak. Do żydów się nie udawać. Pod słowem „żydzi” tutaj trzeba rozumieć zapewne lekarzy, którym lud prosty nie wiele ufa. „Co tam doktory,” mówiła dalej ta sama znachorka do kuma Tomasza „jeździły, jeździły, wzieny 10 rubli i nic nie pomogły; a ja zamówiłam i jakby ręką odjon.”

Źródło:

Wisła. Miesięcznik Geograficzno-Etnograficzny. T. IV, Warszawa 1890, s. 195.

historyk, miłośnik historii Lublina. web-developer