Informację o tym zdarzeniu znaleźliśmy w jednym z numerów „Głosu” – tygodnika literacko-społeczno-politycznego. Artykuł zawiera informacje zaczerpnięte z listu dr. Zawadzkiego , który wizytował nasze miasto w tem czasie.

Jak podaje, ani w drodze do Lublina, ani w samem mieście nie widział doktor wielkiego przerażenia czy też paniki. Wśród inteligentnej części mieszkańców do tamtej pory nie zaszedł żaden przypadek śmierci na cholerę, a liczba zasłabnięć była tak mała i tak słaby przebieg choroby, iż można było stwierdzić, że cholera wśród inteligencji nie szerzyła się wcale. Inaczej sprawa miała się z ludnością mniej inteligentną, gdzie choroba zbierała plon obfity.

Dr. Zawadzki przyczynę fatalnego przebiegu epidemii w Lublinie, widział w braku dobrej wody i nieprawidłowym wydalaniu nieczystości. Wówczas woda dostarczana była głównie poprzez studnie głębinowe, które były rozsadnikami chorób. Innym źródłem były rzeki Czechówka i Bystrzyca. Pierwsza z nich nawet nie przypominała wtedy rzeki.

To właśnie wzdłuż Czechówki szerzyła się epidemia cholery. Rozpoczęła się na ul. Lubartowskiej, gdzie nie oszczędzała żadnego domu, a stamtąd, trzymając się ściśle brzegów rzeki, szerzyła się w całej północnej części Lublina, przeważnie zamieszkałej przez ludność żydowską. Stamtąd już choroba rozeszła się po okolicy i opasała miasto jakby obręczą, pozostawiając jednak środek miasta, lepiej pod względem sanitarnym utrzymany, w pożądanym stanie zdrowia.

W związku z tym pojawiło się wiele oskarżeń dotyczących niechlujnego sposobu życia ubogiej ludności żydowskiej. Prasa syjonistyczna (np. „Izraelita”) odpierała te zarzuty, pisząc, że zarówno uboga ludność żydowska jak i chrześcijańska żyje bez dbania o czystość. Jednakże dr Zawadzki źródło epidemii widział w „najbardziej niechlujnej” ludności żydowskiej, skąd zaczęła się przenosić do ludności chrześcijańskiej, nierzadko biedniejszej, lecz zawsze schludniejszej. Doktor naocznie wizytował najbiedniejsze domy i przekonał się, jak wielka jest przepaść pod względem czystości  pomiędzy mieszkaniami chrześcijan i żydów. Te ostatnie, często bardziej obszerne, były brudne i widocznie niemyte od dawna.

W walce z epidemią cholery zwrócono także uwagę na przeludnienie mieszkań. Pomocnik głównego naczelnika kraju, baron Medem, zwrócił uwagę na wąską i przeludnioną  ulicę Jateczną. W związku z tym wydał rozporządzenie o rozlokowaniu mieszkańców w miejscach, gdzie nie byłoby takiej ciasnoty. Pewien dom na ulicy Ruskiej, gdzie było kilka wypadków śmiertelnych, zupełnie zapieczętowano. Postanowiono też izolować rodziny, w których były przypadki choleryczne, od reszty mieszkańców. Istotną pomocą w walce z chorobą wykazali się bracia Vetterowie. Ofiarowali oni bezinteresownie gmach niegdyś browaru braci Frick. Natomiast z Warszawy sprowadzono namioty, które ustawiono za miastem. Lublin podzielono na 6 rewirów, w których ochotnicy mieli pilnować stanu higienicznego.

Źródło:

Głos : tygodnik literacko-społeczno-polityczny, R.7, nr 40 (1 października 1892) – [http://polona.pl/item/15259148/8/ – dostęp sierpień 2014]

historyk, miłośnik historii Lublina. web-developer