„Kto przyjdzie na to miejsce, ujrzeć może wzruszający zarys kościoła, którego nie ma.
Jeśli umie wyobraźnią widzieć, z powietrza wyprowadzi sobie na tych fundamentach mury nawy, wieży i kaplic” –  1936 r. Józef Czechowicz.
Miejsce niezwykłe, obdarzone duszą. Plac po farze. Plac, na którym znajduje się fundament historii – pozostałości po najstarszej świątyni w Lublinie. Wszyscy znają to miejsce, wszyscy doskonale wiedzą, że stojąc nocą na pustym placu można usłyszeć trzepot anielskich skrzydeł. Odwiedzając Stare Miasto w Lublinie warto zatrzymać się tu na chwilę i pod zamkniętymi powiekami zobaczyć sylwetkę kościoła.
Plac po farze to jedno z najstarszych miejsc Starego Miasta w Lublinie, które skrywa w sobie fragmenty zabudowy, sięgającej okresu średniowiecza. Ekspozycja fundamentów kościoła, które odkopano i podwyższono w 2001 roku wskazuje kontur po pierwszej lubelskiej parafii. Fara stanowiła jeden z najbardziej niebagatelnych elementów kształtujących panoramę miasta. Obecnie również jest jej integralną częścią.

Legenda

Wszystko zaczęło się od tego, że książę krakowski Leszek Czarny postanowił przybyć z odsieczą by ratować ziemię lubelską przed najazdem Jadźwingów. Zmęczony walką postanowił spocząć nad jednym ze wzgórz, które porastał potężny dąb. W tym czasie zstąpił do niego Michał Archanioł wręczając mu ognisty miecz zachęcając jednocześnie do pokonania wroga. Zdeterminowany książę Leszek ruszył w tereny między Narwią a Niemnem by odebrać łupy najeźdźcy i uwolnić jeńców. Zobowiązany niebieskiemu posłannikowi postanowił ufundować budowę kościoła w tym samym miejscu gdzie doznał objawienia na znak wdzięczności i radości z wygranej bitwy, a było to w 1282 roku.
Wcześniej wspomniany dąb również został upamiętniony. Jego pień, bowiem został umieszczony pod głównym ołtarzem. De facto w XIX wieku ów pień w dalszym ciągu znajdował się na swoim miejscu.

Czarne chmury

Podczas licznych przebudowań i renowacji kościół otrzymał charakter architektury gotyckiej. Po najeździe tatarskim w 1341 roku konieczna była kolejna odbudowa. W XVI wieku wzniesiono wieżę – najwyższą z lubelskich wież „widoczną z dala na 5 mil”, której szczyt zdobiła kopuła, zegar i krzyż z chorągiewką. Z wieży grany był hejnał w latach 1686-1830. Nad kościołem pw. Św. Michała wciąż wisiały czarne chmury. W 1574r. podczas pożaru wieża runęła na ziemię, po czym kościół poddany został kolejnym odbudowom. Na krótko, bo w 1653r. kościół płonął ponownie. Mało tego w 1769r. szalejąca burza w mieście strąciła krzyż z kościelnej wieży poprzez uderzenie w niego pioruna. To nie był dobry znak. Mimo kolejnych remontów i starań budowla groziła zawaleniem. W 1846r podjęto decyzję o rozbiórce.

Najcenniejsze – wnętrze

9 maja 1727 roku w trakcie obrad Trybunału Koronnego w kościele rozległ się krzyk „Mości panowie, krucyfiks płacze”!. Krzyż z wizerunkiem Jezusa wiszący w sali obrad ukazał na jego prawym oku mokre plamy. To z pewnością łzy – krzyczeli uczestnicy zebrania. Krucyfiks umieszczono w ołtarzu i odprawiono msze. Lublin garnął się do wizerunku cudownego płaczącego Jezusa.
Do wnętrza kościoła prowadziły solidne drewniane drzwi. Marmurowa posadzka okalająca kościół prowadziła wprost do nagrobnych płyt umiejscowionych w podłodze. Na środku marmurowej drogi znajdował się biały kamień, a na nim herb Płomieńczyk w cyrkule i tablice mosiężną.
W bocznych kaplicach znajdowały się grobowce. W prezbiterium złocił się bogato zdobiony ołtarz, mnóstwo obrazów – między innymi wizerunek św. Michała objawionego Leszkowi Czarnemu. Obok ołtarza znajdowały się dwie urny z relikwiami. W jednej z bocznych kaplic cudowny krzyż trybunalski w drugiej zaś Ogród Chrystusa – kaplica utworzona ku czci cierpienia Jezusa w Ogrójcu.

Farne miejsce

Ze źródeł historycznych również wynika, że mieszczanie byli szczególnie przywiązani do świętomichałowego kościoła. Duma i troska o tak charakterystyczną budowlę zobowiązała parafian do bycia największą podporą owej świątyni.
Fara była tak szczególna, że zrzeszała wokół siebie licznych mieszczan, którzy często brali udział nie tylko w samych uroczystościach, ale głównie w przygotowaniach. Dbano o kaplice, relikwie oraz chorągwie, które z dumą prezentowano podczas procesji ku czci Bożego Ciała. Kościół pw. Św. Michała wyróżniała okazałość nabożeństw i uroczystości.
Fara służyła mieszkańcom nie tylko, jako miejsce wyznania swojej wiary podczas wielobarwnych uroczystości, ale w szczególności była miejscem gdzie w czasie największych kataklizmów napływały z niej podnoszące na duchu słowa balsamu i pocieszenia duszy, a niekiedy było to materialne wsparcie. Niestety w miarę upływu czasu upływało i środków na jego utrzymanie. Nie pozostało nic innego jak wyburzenie murów wymarłego już domu bożego.
Niektórzy powiadają, że gdy świtem w czasie mgły stanąć na placu, widać niewidzialny kościół. Jeszcze inni głoszą, że, gdy stoimy w miejscu prezbiterium słychać trzepot anielskich skrzydeł. Być może to św. Michał pilnuje tego niezwykłego miejsca, które po dziś dzień przyciąga mnóstwo osób, które chcą zatrzymać się na chwilę i popatrzeć w gwiazdy.

Kościół św. Michała.
Adam Lerue, Fara  św. Michała, 1852.  Źródło: A. Lerue „Album Lubelskie Oddział 2”, Warszawa 1858-1859, [www.polona.pl].
Bibliografia:
Jadwiga Kuczyńska, Kościół farny św. Michała w Lublinie, Lublin 2004.Waldemar Sulisz, Szum anielskich skrzydeł, „Dziennik Wschodni”, 29.03.2002, s. 22.

Blog „Książka o Lublinie”, Tragiczna historia lubelskiej fary, [http://lublinmagiczny.blox.pl/html – dostęp sierpień 2014]