Odgłosy dzwonów są nieodzownym elementem życia wielu społeczności ludzkich. Niegdyś obwieszczały tragiczne pożogi, kataklizmy, lecz także ważne wydarzenia. Najczęściej jednak ich dźwięk można było usłyszeć podczas świąt. Prawdopodobnie do czasów I wojny światowej największym dzwonem w Lublinie był JAN wiszący w Wieży Trynitarskiej.

Jego historia sięga roku 1627 kiedy to dwóch możnych mieszczan – Tomasz Godar i Piotr Brewtel -odlali przed wieżą dzwon dużych rozmiarów. Opłacony przez lubelskich mieszczan odlew przekazano następnie kolegium jezuickiemu. Miał 12,5 łokci obwodu, 6,5 stóp wysokości i stopę grubości. Jego serce miało 3 stopy obwodu (łokieć = ok. 60cm, stopa = ok. 30cm). Ochrzczono go „Jan”, a ozdobiono dziesięcioma herbami oraz postaciami świętych: Jana Chrzciciela oraz Stanisława. Przy dzwonie umieszczono również napis: ‚

Przedwiecznemu Królowi czasów, Jedynemu w Trójcy Bogu, zawsze Pannie Bogarodzicy, świętym Janowi Chrzcicielowi i Janowi Ewangeliście, Słowa Wcielonego powinowatym ten trwały dar wiary i pobożności hojność religijna panów polskich poświęciła. Towarzystwo Jezusowe Kolegjum Lubelskiego przyjęło dar z wdzięcznością.

Żywym głosem przed żywymi i potomnymi ma chwalić Przedwiecznego. Roku 1627 za rządów Urbana VIII, najwyższego pasterza w Kościele, Zygmunta III, króla Polskiego, Marcina Szyszkowskiego, biskupa krakowskiego Tomasz Godar i Piotr Brewtel odlali.

To właśnie dla tego dzwonu Jezuici pragnęli podwyższyć wieżę, jednakże spotkali się z protestem kapituły lubelskiej, która nie chciała by wieża jezuicka górowała nad wieżą kościoła św. Michała. Tak więc, jak podaje zamierzchły artykuł „Ziemi Lubelskiej” postanowiono powiesić dzwon bez uprzedniej zmiany wysokości wieży. Jednakże kapituła znów – mówiąc delikatnie – przyczepiła się do działań Jezuitów i wytoczyła im proces o dzwonienie. Spór o dzwony trwał do 1701 roku, w którym nuncjatura zezwoliła na podniesienie wieży i dzwonienie za wyjątkiem Wielkiej Soboty, w którą można było „zadzwonić” tuż po dzwonach w Kolegiacie św. Michała.

W 1773 roku Jan zahuczał po raz ostatni dla Jezuitów. Nastąpiła wówczas kasacja zakonu, a dobra Towarzystwa Jezusowego przejęła Komisja Edukacji Narodowej. W pewny słoneczny dzień majowy o godzinie 3 po południu na głos dzwonów całe Zgromadzenie zebrało się w kościele, a uklęknąwszy przed ołtarzem, odmówiło modlitwy przed podróżą. Rektor pokropił wszystkich wodą święconą. Jeden z księży wziął krzyż i stanął na czele, a za nim z kijem podróżnym i brewiarzem pod ręką szli Jezuici procesjonalnie przez Krakowskie Przedmieście za miasto. Za kościołem św. Krzyża, gdzie dziś stoi gmach szpitala wojskowego, żegnając się ze łzami, rozeszli się w różne strony.

Kiedy do Katedry przybyli Trynitarze, obok Jana zawisły dzwony z skasowanej Kolegiaty św. Michała – Michał i drugi odlany w Gdańsku z 1770 roku z wizerunkiem św. Ludwika i Mikołaja. W 1878 roku doszło do pęknięcia największego dzwonu w Lublinie. Po czym po kilku latach udało się go przetopić. Jednakże nie odzyskał on pierwotnego głosu.

Trudne do oszacowania są jego późniejsze losy dzwonów z furty jezuickiej. Wiadomo, że podczas I wojny światowej wywieziono je wraz z tysiącami Polaków na Syberię wgłąb Rosji.  Według artykułu z Tygodnika Niedziela ks. Wojciecha Szlachetki, do Lublina powróciły 2 mniejsze dzwony, a najcenniejszy Jan został przetopiony na armaty. Natomiast wg artykułu w „Ziemi Lubelskiej” z 1931 roku, dzwon Jan powrócił do miasta i dzwonił nadal, przynajmniej przez okres międzywojenny.

Bibliografia:

S. Z. Sierpiński, „Obraz m. Lublina”, Lublin 1839.

Ks. W. Szlachetka, „Komu bije dzwon Maria?”, W: „Tygodnik Niedziela”, [http://www.niedziela.pl/wydruk/23319/nd – dostęp marzec 2016]

„Ziemia Lubelska” 1931 nr 92 [https://polona.pl/item/17546639/0/ – dostęp marzec 2016]

 

 

 

historyk, miłośnik historii Lublina. web-developer