Od bardzo, bardzo dawna znany jest temperament Polaków. Lublinianie? Też nie odstawali.

Kamienica przy ulicy Staszica 12 była kiedyś własnością rodziny Merkiszów. W 1933 roku z powodu prowadzonych procesów spadkowych funkcjonowała pod władaniem nadzorcy sądowego. Sytuacja, jaka tam się wówczas wytworzyła, godziła w mieszkających tam spadkobierców, którzy nie otrzymywali od nadzoru sądowego ani grosza na swoje utrzymanie. Mieszkało tam wtedy dwoje staruszków i młody, chory na płuca, student prawa. Nadzorca pytany o ten stan rzeczy, odpowiadał, że dochody jakie generuje posiadłość w całości są pochłanianie przez bieżące wydatki.

Pewnego dnia w domu pod numerem 12 zwolniło się jedno mieszkanie. Nadarzyła się więc okazja, by spadkobiercy mogli poprawić swój byt. I tak też po części się stało. Kuchnię i przylegający do niej pokój zajął młody student p. Merkisz. Jednakże parę godzin później pod kamienicę podjechała platforma z czyimiś rzeczami. Okazało się, że nadzorca sądowy postanowił zająć ten sześciopokojowy lokal niejakiemu p. Kalinowskiemu, pełniącemu w tym domu funkcję urzędnika prowadzącego meldunki.

Widząc, że mieszkanie jest zajęte postanowił nakazać młodemu Merkiszowi opuszczenie go. Student co prawda stawił opór takiemu obrotowi sprawy, lecz kilka chwil później Kalinowski przyprowadził kilku rzezimieszków z kilofami.

Szturm trwał krótko.

„Kilofiarze” szybko zdobyli teren i wprowadzili nowego lokatora, jednakże było to istne Pyrrusowe zwycięstwo. W odwecie na pomoc studentowi przyszło kilkunastu akademików i szoferów. Wobec takiej siły Kalinowski zabarykadował się w dopiero co zdobytym mieszkaniu.

Zaczęło się oblężenie.

Zamknięte drzwi zaczęły trzeszczeć pod naporem ramion.

Atmosfera przesiąknięta była elektrycznością i zawesistemi powiedzonkami rzucanemi obficie przez obie strony pod adresem przeciwników

Wreszcie padła broniona zaciekle reduta. Strzaskano drzwi, poturbowano obrońców i zaczęto łamać meble. Zaczęła się szalona bitwa. Pole walki pokryło się drzazgami krzeseł i szaf oraz pierzynami podartymi w drobny mak.

Kiedy wszystko ucichło, w stronę Pogotowia Ratunkowego począł sunąć sznur poszkodowanych. Kilku osobom udzielono pomocy. Na terenie walki akcja przybrała charakter pozycyjny. P. Merkisz zajął kuchnię i jeden pokój, natomiast p. Kalinowski resztę mieszkania. Nieprzyjemne słowa rzucane przez obie strony jeszcze jakiś czas podtrzymywały ducha wojennego.

Policja, szanując tradycje zajazdowe nie interweniowała.

Źródło:

Express Lubelski i Wołyński, 1933 nr 8-9, [http://bc.wbp.lublin.pl – dostęp maj 2016]

 

historyk, miłośnik historii Lublina. web-developer