Mijają lata, zmienia się krajobraz świata, lecz także i naszego miasta. Sam przechodząc granicę 30 wiosen, zapadł mi w pamięci zupełnie inny Plac Litewski, Ogród Saski czy chociażby ul. Lipowa.

Zmieniając trochę politykę magazynu, postanowiłem pisać również o tym co mnie i Was otacza, co też mija bezpowrotnie.

Od czasów studiów interesowałem się tematyką urbanizacji i przemian jakie zachodziły w naszym mieście na przestrzeni dziejów. Jak drogi, które z polnych ścieżek (np. ulica Głęboka), zmieniały się w drogi bite, klinkierowe i w końcu asfaltowe, zmieniając przy tym swoje nazwy w zależności od warunków politycznych.

Taką samą drogą były kiedyś aleje Racławickie. Od wieków, za Ogrodem Miejskim istniała droga wylotowa na Warszawę. Jednakże dopiero w 1917 roku otrzymała taką nazwę. W tym czasie obchodziliśmy wszyscy 100-letnią rocznicę śmierci Tadeusza Kościuszki.

Na pamiątkę jego zwycięstwa pod Racławicami, przedłużenie Krakowskiego Przedmieścia nazwano właśnie alejami Racławickimi. Po odzyskaniu Niepodległości zaczęto myśleć o usprawnieniu komunikacji z tą częścią miasta.

W 1927 roku władze miejskie przystąpiły do przebudowy podstawowych arterii komunikacyjnych. Aleje wówczas były pokryte kamieniem polnym. Prace nie mogły jednak szybko się zacząć, gdyż nie było wystarczających funduszy.

Na pierwszy rzut poszły właśnie aleje Racławickie. Przed wykonaniem tych prac najpierw ulicę zniwelowano, a następnie usunięto wystające w chodniki zabudowania. Natomiast szerokość jezdni zwężono, urządzając jej kosztem dwa pasy zieleni i kładąc dostatecznie szerokie chodniki. Ostatecznie nową nawierzchnię Al. Racławickie otrzymały w 1934 roku. Pokryto je klinkierem. Następnego remontu ulica doczekała się w latach 1954 – 1959. To wtedy położono na niej asfalt. W 1968 roku poszerzono ją o 3 m.

Coraz większy ruch w mieście i potrzeby, powodują, że dzisiaj również ta droga stoi przed kolejną jak widać już przebudową. Jednakże to przebudowa trochę inna. Lata poprzednie charakteryzowała wszechobecna zieleń, szczególnie nasadzenia drzew przy samej drodze, co z resztą widać na widoku na KUL z 1936 roku. W najbliższych dniach te drzewa znikną. Część zostanie przesadzona, część wycięta. Czy ta polityka jest właściwa? Nie wiem.

Przeczytaj także:  Ogród Saski

Z jednej strony, idąc torem zdroworozsądkowym, to jest dość długa i prosta droga, dodając do tego równą nawierzchnię, może być ona łakomym kąskiem dla szukających wrażeń i adrenaliny. A dzisiaj raczej odchodzi się od sadzenia drzew w pobliżu dróg. To nie są też czasy dorożek. Mamy coraz lepsze i szybsze środki transportu, co też powoduje, że drzewa być mogą zagrożeniem. Z drugiej strony, bywają dni w centrum, że nie można zaczerpnąć świeżego powietrza. Jest ono ciężkie, a wszelkie pomiary stężenia pyłów wariują. Mamy coraz mniej zieleni, więc nie ma co filtrować śródmiejskiego powietrza. A są miejsca, gdzie nie potrzeba było jej aż tyle likwidować.

Jak widać temat jest bardzo złożony i trudny. Po obu stronach ktoś cierpi i jednocześnie zyskuje.

A Państwo jakie mają zdanie na ten temat? Jak było kiedyś? Lepiej czy gorzej?

Bibliografia:

G. Wójcikowski, W. Wójcikowski, Kronika 1944 – 1989, W: Lublin. Dzieje miasta t. II: XIX i XX w, pod red. J. Kruszyńskiej, Lublin 2000.

I. Kowalczyk, Zwiedzamy Lublin. Przewodnik, Lublin 2010.

A. Kierek, Rozwój gospodarczy Lublina w latach 1918 – 1938, W: Dzieje Lublina. T. 2., pod red. S. Krzykały, Lublin 1975.

Tomasz Brzuszkiewicz

historyk, miłośnik historii Lublina. web-developer

Podziel się