Biłgoraj na początku 1908 roku

Wesprzyj portal, udostępniając znajomym:

Otwierając jeden z numerów Kurjera z 1908 roku natrafiłem na korespondencję z Biłgoraja, którą chcę przytoczyć w całości. Opis pokazuje jak wyglądało życie codzienne i problemy miasteczka na początku XIX wieku. Dowiemy się również czegoś nowego o Sitarkach i „tępieniu szatana”.

Zabity deskami od świata Biłgoraj, może jest jedynym prowincjonalnym miastem w całym Królestwie Polskim, gdzie wskutek znacznej odległości od kolei — 14 mil — i braku wszelkiej innej ulepszonej komunikacji nikt nie zagląda. Wobec tego zdawałoby się, że i mieszkańcy Biłgoraja powinni się różnić od innych, bardziej zbliżonych do świata, patriarchalną nieświadomością w dziedzinie nowych zdobyczy nauki. Tymczasem dzieje się zupełnie inaczej. Każda prawie „Sitarka” — tak się nazywają tutejsze kobiety, zamężne i panny — zna nie tylko „Żywoty świętych”, ale czytuje i inne utwory powieściowe i poetyckie. Jak na prowincjonalną sferę mieszczańską, to rzadki i bardzo dodatni objaw — tym bardziej, jeśli wziąć pod uwagę niziutki poziom umysłowy większości tak zwanej małomiasteczkowej inteligencji, która zazwyczaj niewiele wie o nowych dziełach naszych pisarzy.

„Sitarki” biłgorajskie to skromne kobiety, wychowane według spartańskich zasad wyłącznie przez matki. Ojcowie ich zawsze są poza domem, zajęci handlem w odległych miejscowościach Rosji. Mężczyźni od najmłodszych lat wyjeżdżają do Rosji i zajmują się tam drobnym handlem lub wyrobem sit. Swoje rodziny odwiedzają najwyżej raz do roku podczas świąt Bożego Narodzenia. Dawniej młodzież biłgorajska zjeżdżała bardzo licznie do swojego rodzinnego miasta na karnawał, aby się ożenić ze „swojaczką”. Dzisiaj przyjeżdżają mniej gromadnie i jeszcze rzadziej żenią się ze „swojaczkami”. Dlatego Biłgoraj nosi charakter niewieściego grodu. Wędrówka po Rosji od lat młodzieńczych zmuszająca do obcowania z ludem przeważnie mało rozwiniętym umysłowo, połączona z ciągłą myślą o zdobyciu fortuny, tak przeistacza owych ojców, mężów i braci i czyni ich niepodobnymi do ich własnych rodzin, że dla obcego człowieka wydaje się niepodobieństwem, aby ci ludzie w ogóle mogli mieć z sobą coś wspólnego. Wielu z młodzieży z trudnością mówi po polsku. Często można słyszeć zwroty w rodzaju: „Wczoraj na zabawie u X. był ogromny bezporządek z muzyką, za wielu było rosporządzicieli, a do muzyki przecież powinien się jeden tylko kasać” i t.d. Kobiety mówią w ogóle dobrze, chociaż obcowanie ze swymi najbliższymi naucza ich używać kwiatków językowych w rodzaju: „Pan Józef poszedł wczoraj od nas równo w dziesięć godzin.”

Strony: 1 2

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *