Lato 1931 roku zapisało się w historii Lublina jako czas jednej z najpotężniejszych trąb powietrznych, jakie kiedykolwiek nawiedziły Polskę. Jednak niemal siedem dekad wcześniej, 3 sierpnia 1865 roku, przez południowe okolice miasta przetoczyła się inna burza, równie niszczycielska, choć znacznie mniej znana. Tego dnia pogoda przemieniła się w piekło.
Było po serii 28-stopniowych upałów lipcowych, gdy z zachodu nadciągnęła ciemna chmura. O godzinie 20:00 niebo eksplodowało — nieustanne błyskawice, głuchy grzmot, a potem nagła, prawie natychmiastowa ciemność. W tej ciemności rozszalała się nawałnica, zalewając wsie potokami deszczu i bijąc gradem wielkości orzechów włoskich, a nawet kawałkami lodu. Wystarczyło kilka minut, by zniknęły dachy, przewrócone zostały kominy i wiatraki, a wiele domów rozpadło się jak domki z kart.
Najbardziej ucierpiały wsie południowej części powiatu: Zemborzyce, Dziesiąta, Bronowice. W Zemborzycach burza dosłownie zmiażdżyła drewniane chaty, przewracając ściany i miażdżąc dachy. Ucierpiał tam dach kościoła, świeżo zbudowany staraniem proboszcza Zborowskiego, a także zabudowania gospodarskie przy plebanii. W Dziesiątej wyrwany z korzeniami las zalegał miejsce dawnych spacerów mieszkańców Lublina. Karczma i kręgielnia też legły w gruzach, a stare dęby zostały połamane i rozrzucone niczym zapałki.
Szczególnie dramatyczna scena rozegrała się przy parowym młynie na Bronowicach. Tamtejszy obóz został dosłownie rozerwany na strzępy: namioty porwane, sprzęty rozrzucone po polach, a sam dach młyna zdmuchnięty razem z kominem. I wtedy zdarzyło się coś, co do dziś budzi grozę: wiatr porwał chłopa z Zemborzyc spod stodoły i przeniósł go o pół wiorsty, wrzucając do Bystrzycy. Na szczęście żywy wylądował w niezbyt głębokim miejscu, skąd wydostał się o własnych siłach. „Szatańska moc” — mówił potem, opisując czarne niebo i ogniste błyski.
Na polach nie zostało nic. Wóz zbożem znaleziono daleko od drogi, a jego zawartość była tak rozrzucona, że trudno było zebrać choć garść. Wichura starła z ziemi plony, jakby przeszły po nich nie siły natury, lecz gniew bogów.
Dziesiątki rannych, kilku zabitych, setki bezdomnych. Tak zapisał się tamten sierpniowy wieczór w kronikach i gazetach. „Gazeta Polska” z 12 sierpnia 1865 roku nie zostawiła wątpliwości: Lublin i jego okolice przeżyły jedną z najgorszych klęsk żywiołowych w XIX wieku.
Źródło:
„Gazeta Polska” nr 182 z dn. 12 sierpnia 1865 roku.
Informację uzyskałem dzięki Stowarzyszeniu Podlubelskie Historie. Stowarzyszenie (Pod)lubelskie historie powstało z myślą, by popularyzować wiedzę o przeszłości ziemi lubelskiej. Na kartach historii tego pięknego i bogatego kulturowo regionu zapisano wiele opowieści o ciekawych miejscach, niezwykłych ludziach oraz ważnych wydarzeniach. Przypominanie o nich, a niekiedy wydobywanie z niepamięci, to krok na ścieżce do przybliżania dziejów oraz przywracania tożsamości lokalnej mieszkańców miast i wsi tego regionu. Do pasjonującej wędrówki po szlakach przeszłości zaprasza Stowarzyszenie (Pod)lubelskie historie. Na Facebooku co tydzień owo Stowarzyszenie publikuje ciekawostki zaczerpnięte z prasy również ogólnopolskiej.


Dodaj komentarz