Afera sprzed wieku, która brzmi jak dzisiejsze wiadomości

Wesprzyj portal, udostępniając znajomym:

W lubelskim ratuszu zegar wybijał ostatnie minuty urzędowania starego Magistratu. Lato 1927 roku. W powietrzu unosił się zapach — świeżo wybitej gotówki. 10 minut przed przekazaniem miejskiej kasy nowej ekipie, stary prezydent miasta Czesław Szczepański wydał polecenie, które na zawsze zapisało się w annałach lokalnej polityki: wypłacić sobie i kolegom z Magistratu kilkanaście tysięcy złotych „odprawy”.

Nie mówimy tu o symbolicznej gratyfikacji na bilet powrotny do domu. Uchwała przewidywała 20 lub 40 procent pensji miesięcznej, do tego dodatek reprezentacyjny — wszystko z pieniędzy miejskich, w ostatniej godzinie ich urzędowania. Miasto, które wtedy balansowało na granicy bankructwa, oddawało następcom niemal pustą kasę miejską!

Co zrobił więc prezydent Szczepański? Polecił kasie wypłacić odprawy, a dla ich zabezpieczenia stary Magistrat wystawił weksle na astronomiczną wówczas sumę 200 000 zł, m.in. z żyrantem w postaci Gazowni Miejskiej.

Najbardziej smakowity szczegół: w pakiecie znalazł się weksel na 50 000 zł od firmy „Ulen”, przeznaczony pierwotnie na remont wodociągów. Te pieniądze miały trafić na naprawę rur, a skończyły w kieszeniach odchodzących urzędników jako „odprawa inwestycyjna” — tyle że inwestycją była przyszłość samych zainteresowanych.

Opozycja zawyła z oburzenia. Zwolennicy Szczepańskiego wzruszali ramionami: „Biedny Lublin, ale przynajmniej swój prezydent nie wyszedł z urzędu z pustymi kieszeniami”. Czy nie brzmi to znajomo?

Bo co zmieniło się po niemal stu latach? Nazwy urzędów i waluta w portfelu — owszem. Ale mechanizm? Ten sam. Ostatnie dni urzędowania bywają w Polsce momentem gorączkowego podpisywania umów, rozdawania nagród, tworzenia „złotych spadochronów”. Jedni nazywają to zabezpieczeniem swojej przyszłości, inni — ordynarnym rabunkiem środków publicznych.

Wtedy, w 1927 roku, interweniowała Izba Skarbowa, wojewoda Remiszewski, a prasa grzmiała o „niesłychanym skandalu starego Magistratu”. Dziś mamy media społecznościowe, komisje śledcze, memy i hasztagi. Ale finał bywa podobny: kilka tygodni burzy, potem cisza, a w pamięci mieszkańców zostaje jedynie gorzki posmak bezsilności.

Źródło:

Ziemia Lubelska R.23 [i.e.22] (1927), nr 205

W tym miesiącu wspierają Nas:

Zapraszamy na nasze pozostałe serwisy:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Obserwuj nas