Na Wydziale Weterynaryjnym UMCS, w czasach gdy Lublin wciąż mozolnie zajęty był odbudową, narodziła się inicjatywa, która miała wnieść do codzienności trochę harmonii — dosłownie. W grudniu 1954 roku grupa studentów tego wydziału postanowiła stworzyć chór męski. Nie był to jedynie kolejny zespół, lecz symbol tego, że młodzież akademicka potrafi nie tylko zgłębiać anatomię i choroby zwierząt, ale też budować wspólnotę w oparciu o muzykę.
Początki nie były łatwe. Brakowało sal prób, nut, a nawet porządnego pianina. Jednak zapał okazał się silniejszy od przeszkód. Na czele entuzjastów stali studenci Andrzej Szybieniecki, Eugeniusz Wielgus i Henryk Bażant — ludzie, którzy potrafili zamienić każdą wolną chwilę w muzyczną próbę. Nad wszystkim czuwał mgr Jerzy Daszkiewicz, kierownik artystyczny, którego sprężyste i wymagające prowadzenie dawało zespołowi potrzebną dyscyplinę.
Już w styczniu 1955 roku chór zaliczył swój pierwszy występ — podczas wewnętrznej uroczystości wydziałowej związanej z wręczeniem nagród najlepszym studentom. Debiut spotkał się z życzliwym przyjęciem przez rektora prof. Bohdana Dobrzańskiego, władze wydziału i gości, otwierając chórzystom drogę do kolejnych wystąpień.
Niedługo potem głosy weterynaryjnych tenorów i basów zabrzmiały na akademiach pierwszomajowych, a także podczas wizyty delegacji młodzieży z zagranicy. Był to czas, gdy chór nie tylko reprezentował uczelnię, lecz także włączał się w szersze życie kulturalne Lublina.
W ten sposób Wydział Weterynaryjny UMCS zapisał swoją muzyczną kartę w historii miasta — dowodząc, że nawet wśród podręczników i preparatów formalinowych może znaleźć się miejsce na wspólne śpiewanie.

Źródło:
Dodaj komentarz