Jak rozwijano czytelnictwo w Konopnicy?

Wesprzyj portal, udostępniając znajomym:

Wszystko zaczęło się od jednego człowieka. Gdy do Konopnicy przybył ksiądz kanonik Józef Kureczko, nie tylko stanął przy ołtarzu – stanął też na czele cichej, lecz głębokiej rewolucji: rewolucji słowa, druku i książki.

Bo trzeba wiedzieć, że przedtem czytanie było tu luksusem, a nie codziennością. Nie każdy potrafił odczytać choćby gazetę, nie każdy miał w ręku książkę. Aż przyszły pierwsze tajne szkółki, prowadzone w niektórych wsiach przez księdza Kureczkę. Tam młodzież uczyła się nie tylko liter – uczyła się otwierać okno na świat.

Od gazet do pierwszych bibliotek

Z początku wszystko rozwijało się powoli. Pierwsze gazety, które prenumerował sam proboszcz, krążyły z rąk do rąk. Do nich dołączyły książki, początkowo w skromnej liczbie, ale z czasem z tych kilku tomów narodziła się pierwsza parafialna biblioteka. Przed wojną liczyła już około dwóch tysięcy woluminów – niemały to był dorobek jak na wiejską gminę.

Wojna jednak nie oszczędziła księgozbioru: kwaterujące wojska zniszczyły znaczną część zbiorów. A jednak ludzie w Konopnicy się nie poddali – odbudowywali bibliotekę książka po książce.

Dziś, jak pisała w 1920 roku Stanisława Foleszakówna, miejscowa sekretarka Związku Młodzieży, biblioteka parafialna znów liczyła 600 dzieł. Obok niej powstała biblioteka nauczycielska – pełna podręczników i opracowań – oraz najważniejsza: biblioteka dla dzieci szkolnych, założona w 1916 roku przez prezesa Dozoru Szkolnego.

Książka jako przyjaciel

To właśnie szkolna biblioteczka stała się sercem czytelniczej rewolucji. Pod opieką nauczycielki Janiny Kureczkówny młodzież nie tylko brała książki – uczyła się je rozumieć. Nauczycielka zadawała pytania, kazała pisać streszczenia, prowadzić kajeciki z notatkami. Kto nie odpowiedział na pytania – nowej książki nie dostawał. Surowa szkoła? Być może. Ale skuteczna.

Wkrótce dzieci z Konopnicy umiały nie tylko czytać. Umiały myśleć. Uczyły się formułować zdania, prowadzić dyskusje. A kiedy któreś z nich miało dyżur bibliotekarza, musiało dopasować książkę do wieku czytelnika, do tego, czego akurat uczono się w szkole. Każdy tom był obłożony w papier, każda książka zadbana.

W efekcie książka stała się na wsi czymś naturalnym. „Dziatwa wiejska, idąc w pole paść krowy, pod pachą niesie książkę” – pisała Foleszakówna. Na miedzy, między gruszą a miedzą, czytali Żeromskiego, powieści historyczne, bajki i podręczniki.

Od czytania do działania

Czytanie nie było tylko rozrywką. Z czasem zrodziło potrzebę działania. W styczniu 1920 roku powstał w Konopnicy Związek Młodzieży. Tam już nie tylko czytano, ale i pisano – referaty, streszczenia książek, pierwsze własne teksty.

„Chcielibyśmy stać się siewcami tych samych ziaren, które w nas zasiano” – pisała Foleszakówna. I rzeczywiście: w Konopnicy książka stała się czymś więcej niż oprawionym zbiorem kartek. Stała się narzędziem odrodzenia – nie tylko umysłowego, ale i społecznego.

Źródło:

Głos Lubelski : pismo codzienne : [organ prasowy endecji lubelskiej Narodowej Demokracji], 1920, R. 7, nr 165

W tym miesiącu wspierają Nas:

Zapraszamy na nasze pozostałe serwisy:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Obserwuj nas