W czasopiśmie „Rozmaitości” z 1825 roku znalazłem bardzo ciekawą korespondencję z Lublina przedrukowaną z Gazety Warszawskiej z 1824 roku. Tekst umieszczam w całości, dostosowany nieco do naszych czasów.
Jeśli ktoś od kilku lat nie był w Lublinie — niech się nie zdziwi, jeśli zaniemówi z wrażenia. Może nawet zapyta: jakimże to cudem, jaką nadprzyrodzoną siłą sprawiono, że to miasto — niegdyś zaniedbane, dotknięte rozlicznymi klęskami, opustoszałe i pogrążone w nieporządku — dziś nie tylko się podniosło, ale wręcz tak się odmieniło, że śmiało może stanąć w jednym rzędzie z największymi ośrodkami Królestwa.

Widok Lublina zbliżającego się podróżnemu robi ogromne wrażenie. Tam, gdzie jeszcze niedawno z trudem przebijało się przez błoto i wąwozy, dziś prowadzą wygodne, bite drogi. Trzy główne trakty: Warszawski, Lubartowski i Zamoyski — wszystkie odnowione, szerokie, ozdobne, wysadzane topolami. Przez dawne bajora i wądoły przerzucono solidne mosty z żelaznymi poręczami.
W samym mieście odnowiono stare budynki, a te, które zniszczały, przeobrażono i upiększono. Wiele też wzniesiono od podstaw. Przykładem niech będzie gmach dawnej Komisji Wojewódzkiej — rozpoczęty jeszcze za Austriaków i przez lata porzucony — dziś znów w pełni użytkowany, piękny zarówno z zewnątrz, jak i od środka. Otacza go rozległy plac, częściowo obsadzony kobylicami i topolami, służący wojsku do ćwiczeń.
Naprzeciwko Komisji znajduje się kościół OO. Kapucynów, odmalowany z gustem. Po lewej stronie widać dwa pałace rodziny Kobylińskich, a dalej — kościół ewangelicki, położony pośród cmentarza pełnego drzew, kwiatów i nagrobków. W jednym z pałaców mieści się fabryka tytoniu i tabaki.
Na wzgórzu, w samym sercu dzielnicy żydowskiej, gdzie niegdyś stały ruiny zamku, powstał okazały gmach Sądu Głównego dla województw lubelskiego i podlaskiego.
Dawny klasztor i kościół pofranciszkański na Kalinowszczyźnie, niegdyś opustoszały, zamieniono na fabrykę sukna, dającą zatrudnienie wielu robotnikom. Produkcja opiera się na krajowej wełnie, która jakością nie ustępuje zagranicznej.
Niedokończony dawniej kościół Trynitarzy przekształcono w okazały dom mieszkalny. Klasztor po Wizyktkach zamieniono na eleganckie koszary dla kawalerii. Duży dziedziniec i ogród, gdzie właśnie budowane są stajnie, mają szansę stać się ozdobą całego miasta.
Kościół pojezuicki — jeden z najpiękniejszych w Polsce — zachwyca nie tylko rozmiarami i architekturą, ale też malowidłami. Nawet zakrystia, zbudowana z taką precyzją, że szept w jednym kącie słychać w drugim, robi wrażenie. Teraz kościół ten został odnowiony i przeznaczony na katedrę. Gotycka wieża została znacząco podwyższona, nadając świątyni jeszcze bardziej monumentalny charakter.
Będzie stosownie do planu ukończona — zda się, że wówczas i szczyt w obłokach zniknie.
Zgoła w miejscu, gdzie niedawno jeszcze piętrzyły się zwały gruzu, gdzie urwiska i puste ruiny przywodziły smutne wspomnienia przeszłości — dziś wznoszą się wspaniałe i użyteczne budynki. Są one dowodem ojcowskiej troski wspaniałego monarchy, staranności i pieczołowitości rządu, a nade wszystko — pomyślności ludów, błogosławionemu berłu Aleksandra I poddanych.
Źródło:
Rozmaitości. Pismo Dodatkowe do Gazety Lwowskiej. 1825 R.5 nr 11
Dodaj komentarz