Twój koszyk jest obecnie pusty!
W listopadzie 1941 roku, w niemieckiej gazecie „Schlesische Sonntagspost”, ukazał się artykuł Jochena Willkego zatytułowany „Lublin ist anders! Die Kornkammer des General-Gouvernements. Eine östliche Stadt mit deutschem Gesicht” – „Lublin jest inny! Spichlerz Generalnego Gubernatorstwa. Wschodnie miasto o niemieckim obliczu”.
Był to typowy przykład okupacyjnej propagandy, mającej przekonać czytelników w Rzeszy, że Lublin – postrzegany dotąd jako zapuszczone, „żydowskie” miasto – dzięki niemieckiej administracji staje się nowoczesnym centrum gospodarczym i administracyjnym Generalnego Gubernatorstwa. Poniżej publikujemy pełne tłumaczenie tego tekstu wraz z komentarzem, pokazującym, jak Niemcy budowali obraz Lublina jako „nowego niemieckiego Wschodu”. Zajrzyjmy w dosłowne szczegóły:

To piękne miasto, które wdzięcznie wyrasta z żyznej równiny, leży prawie na tym samym południku, co Sofia. To dawniej było bardzo daleko na Wschodzie, ale odkąd codziennie słyszymy nazwy takie jak Charków, Kijów czy Smoleńsk, także ten dawniej najbardziej na wschód wysunięty obszar Generalnego Gubernatorstwa zbliżył się do Rzeszy.
Lublin nie cieszy się ogólnie dobrą opinią. To wprawdzie tylko przesąd, ale takie opinie, raz ugruntowane, utrzymują się bardzo długo. Miastu zarzuca się przede wszystkim Żydów i często można było usłyszeć pogląd, że Lublin miał być stolicą jakiejś żydowskiej republiki. Dlatego, i ze względu na dawniej tak wschodnie położenie, z nazwą Lublina łączy się pojęcia takie jak opuszczenie, brud, pustkowie i nuda.
Kto jednak przybywa do Lublina, jest tym samym zaskoczony — jak tak często w podróżach na Wschód. Szeroka, brukowana ulica, otoczona okazałymi domami, prowadzi od dworca do śródmieścia. To pierwszy obraz: sklepy pokazują swoje prowincjonalnie urządzone witryny, nowe tablice urzędowe przy wejściach wskazują na niemiecką administrację; z boku głównej alei wznosi się masywny zamek. A rozległe place, po których wiatr niesie wirujące jesienne liście, urozmaicają obraz miasta. Niemcy, których praca na Wschodzie sprowadziła do Lublina, szczególnie chętnie pokazują przybyszom z Rzeszy dawną piękną starówkę, która rozciąga się u wejścia do dzielnicy żydowskiej i ukryta jest za historyczną Bramą Krakowską. Tam rozpoznaje się szeroki wpływ Hanzy, której potęga sięgała aż tutaj – w patrycjuszowskich domach, w piwnicach towarowych i składach handlowych.
Lublin nie odgrywał większej roli w historii Rzeczypospolitej. Dopiero ostatnie dni rozpadającego się państwa zwróciły uwagę polityki na to miasto. Kto przechodzi główną ulicą, widzi jeszcze ruiny hotelu, w którym rezydował polski rząd, zanim pozostawił kraj niepewnemu losowi i uciekł do Rumunii. Już 17 września niemieccy żołnierze zastąpili pułkownika Becka i jego dyplomatycznych pomocników i wkroczyli do niewiele uszkodzonej ostatniej polskiej stolicy.
Dwa lata później niewiele już widać z wojennego zniszczenia. Za katedrą, skąd można spojrzeć ponad ubogie drewniane chaty na stary zamek na wzgórzu, leżą jeszcze zawalone ściany zbombardowanych budynków. Brama Krakowska zyskała niejeden nowy rys, a ocalałe domy patrycjuszowskie muszą być gruntownie odrestaurowane. Ale poza tym wszystkie szkody dawno już zostały naprawione.
Lublin ma szczególne znaczenie dla Generalnego Gubernatorstwa. Ten najbardziej na wschód wysunięty dystrykt – obok obecnie przyłączonej Galicji – w dużej mierze zapewnia wyżywienie. Tutaj produkty rolne występują w obfitości i mogą być przekazywane do gorzej zaopatrzonych obszarów Generalnego Gubernatorstwa, a nawet do Rzeszy. W samym mieście mieszczą się urzędy kierujące budową intensywnego rolnictwa; stąd rozdzielany jest nadwyżkowy plon – do Warszawy, do Krakowa, dla Wehrmachtu, do Rzeszy. Ludzie, którzy dziś muszą zajmować się zaopatrzeniem, mówią więc z należnym szacunkiem o Lublinie i jego żyznych polach.
Miasto było znane ze swojego dobrobytu już w dawnych wiekach. Tutaj, gdy należało jeszcze do Rosji, prowadzono już ożywiony handel zbożem i winem węgierskim, choć właściwy okres świetności sięga jeszcze dalej wstecz, do czasów, gdy w Polsce panowali Jagiellonowie. Wtedy liczyło 75 000 mieszkańców, w roku 1870 natomiast tylko 35 000, a dopiero dziś liczba ta zbliżyła się znów do stu tysięcy. Za panowania Zygmunta Augusta w 1569 roku w Lublinie przez rok odbywał się sejm. Urządzano dla króla wspaniałe uroczystości; wstąpił on na tron już jako dziewięciolatek i potajemnie poślubił swoją ukochaną Barbarę Radziwiłł. Musiało być w Polsce bardzo burzliwie już wtedy, bo jego matka Bona Sforza chciała innej synowej i podburzyła więc sejm przeciwko niemu. Ale przegrała i musiała opuścić kraj. We Włoszech została później otruta przez swojego kochanka. Lublin jednak nie dał się zwieść rodzinnym intrygom polskich książąt i nadal zyskiwał na potędze i bogactwie, aż w XVIII wieku został splądrowany i podpalony przez najeżdżających Szwedów.
Niemcy, którzy pracują w Lublinie, żyją tu podobnie jak w innych miastach Generalnego Gubernatorstwa. Mają swoje kasyno, swoje domy, swój teatr, w którym występują wędrowne trupy, swoje boiska sportowe i swoje gospody. Wykształcił się tutaj styl życia, podobny we wszystkich miastach Generalnego Gubernatorstwa i pozwalający przezwyciężyć wiele braków, których te nowe wschodnie obszary jeszcze nie mają, a które dla nas w Rzeszy są oczywiste. Każdy Niemiec, który tu przybywa, znajduje dziś nie tylko opłacalne zadanie, ale też może ogólnie żyć tak, jak przywykło się żyć w Europie Środkowej.
Lublin może dziś także być przykładem tego, z jakim rozmachem pracuje się na nowym Wschodzie. Już od miesięcy w mieście zasiada niemiecki budowniczy, który zajmuje się opracowywaniem planów przekształcenia najważniejszych ulic i placów. Niektóre budynki otrzymały już inny wygląd, a największe błędy planu zabudowy zostały już usunięte. Szczególnym zadaniem architekta będzie jednak przywrócenie dawnego oblicza Lublina. Na miejscu, gdzie dziś krzywo opada plac w stronę getta, powstanie duży rynek tarasowo zaplanowany, z pięknymi podcieniami. W nowej formie z gruzów i ruin wznosić się będą dawne domy patrycjuszowskie. I niemiecka dzielnica mieszkaniowa zostanie założona z całą wielkodusznością. Wtedy także Lublin pewnego dnia pokaże swoje niemieckie rysy bardziej niż dotąd.
Wówczas o Wschodzie będą przypominać już tylko chłopskie wozy i furmani, którzy w butach z cholewami, futrzanych kurtkach i dziwnych wysokich czapkach ze skóry idą obok koni przez miasto. Lublin natomiast będzie mógł z dumą nosić swoje imię „Die Liebliche” – „Uroczy”.
Jochen Willke
Źródło:
W tym miesiącu wspierają Nas:
Zapraszamy na nasze pozostałe serwisy:
Zostań naszym partnerem. Zapoznaj się z pakietami reklamowymi
od 49 zł / miesiąc
Obserwuj nas

Dodaj komentarz