Dzieje podrzutka ze Świętoduskiej

Wesprzyj portal, udostępniając znajomym:

Matka oddała co chłopu niby zawiniątko. A złodziej ukradł je w drodze, nie wiedząc, co kradnie.

Przed paru dniami na podwórze domu przy ul. Św. Duskiej Nr. 8, gdzie zajeżdżają okoliczne furmanki, weszła jakaś nieznana kobieta, trzymając w ręku dość dużą kobiakę. Stanęła bezradnie, oglądając się jakby kogo szukała. Do nieznajomej podeszło kilku wieśniaków, znajdujących się wówczas przy swych wozach, zapytując, czego czy kogo szuka.

— Chciałabym znaleźć furmankę do Kurowa — brzmiała odpowiedź.
— Właśnie ja jestem stamtąd — mówi jeden z wieśniaków — i mogę was zabrać, tylko musicie trochę poczekać. Konie muszą zjeść obrok, pojedziemy za godzinę.

Kobieta zgodziła się chętnie, umówiła o cenę — jako pewność że przyjedzie pozostawiła na wozie kobiałkę, sama zaś wyszła na miasto. Upłynęła nie godzina — lecz dwie, a nawet i trzy. Wieśniak zaprzągł konie i czekał niecierpliwie na pasażerkę. Nagle jego wielkiem przerażeniem i ku wielkiej uciesze zaczyna co płakać i piszczeć jakby głos zduszonego kociaka.

Wieśniak w obecności kilku ludzi otwiera kobiakę. Oczom jego ukazuje się maleńkie, paro tygodniowe niemowlę. Trudno opisać przerażenie wieśniaka. Śmiech i dowcipy obecnych nie miały granic. Wyjaśniła się wtedy długa nieobecność wieśniaczki. Co tu robić? Wieśniak bezradnie załamał ręce. Ktoś z obecnych znając dobrze stosunki miejscowe, wpadł jak się później okazało — na doskonały pomysł.

— Połóżcie gospodarzowi kobiałkę na wozie, na widocznem miejscu i jedźcie wolno przez targ, nie oglądając się za siebie, zobaczycie — znajdzie się amator.

Tonący chwyta się brzytwy — mówi przysłowie i nasz gospodarz posłuchał rady. Okazała się skuteczną. Do jadącego wolno wozu podszedł jakiś elegant, a widząc, że woźnica nie patrzy, schwycił kobiakę i w nogi. Tego tylko czekał nasz wieśniak. Zaciął konia batem, pomykając galopem.

Co się dalej stało, nie wiadomo. Nikt też nie widział, nim eleganty edy gdziekolwiek uratował swą zdobycz. A jeżeli był on żonatym — i nie otwierając kobiak składł ją w darze w żonie?

Ta scena nie potrzebuje widzów i lepiej opuścić na nią zasłonę.

Źródło cytatu:

Ziemia Lubelska R.21 [i.e.20], nr 148 (14 czerwca 1925)

W tym miesiącu wspierają Nas:

Zapraszamy na nasze pozostałe serwisy:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Obserwuj nas