Twój koszyk jest obecnie pusty!
Odnaleziony w prasie jidysz reportaż z 1934 roku ukazuje świat, którego dziś już nie ma. Jesień w Lublinie tamtego roku była szczególnie chłodna. Wiatr smagał miasto, a w jesziwie przy ulicy… nauka trwała mimo zimna. W małych salach i wąskich korytarzach uczniowie recytowali Gemarę, dyskutowali nad Tosefot, a młodsza grupa uczyła się „musar” – żydowskiej etyki.
Atmosfera przypominała ogromny ul. Setki dźwięków – kroki, szepty, kartki przewracanych ksiąg – stapiały się w jedno brzmienie. Młodzi chłopcy uczyli się od świtu do późnej nocy.
W reportażu pojawia się też postać rosz-jesziwy, rabina Szymona Neugla. W jego słowach pobrzmiewa niepokój:
„Młodzież chce dziś nie tylko Gemary, ale także ogólnego wykształcenia… A ja nie mogę zatrzymać tej fali.”
Rabin przyznaje, że kierowanie jesziwą w Lublinie było trudniejsze niż w tradycyjnych ośrodkach. Nowoczesność pukała do drzwi.
W jesziwie uczyło się ponad stu chłopców – siedemdziesięciu pięciu w starszej klasie i pięćdziesięciu w młodszej. Warunki były ciężkie. Jeden piecyk miał ogrzać cały budynek. Posiłki były dość skromne i brakowało pieniędzy na opał. Mimo to uczniowie trwali. Zimno nie było przeszkodą w nauce.
Źródło:
Lubliner Štime = Lubliner Sztyme R.7, nr 39 (28 września 1934)
W tym miesiącu wspierają Nas:
Zapraszamy na nasze pozostałe serwisy:
Zostań naszym partnerem. Zapoznaj się z pakietami reklamowymi
od 49 zł / miesiąc
Obserwuj nas

Dodaj komentarz