Sklep

Konto

Artyści w „stołecznym” Lublinie

Wesprzyj portal, udostępniając znajomym:

W prymitywnych powojennych warunkach, i jakby na przekór nim, w Lublinie kwitło życie duchowe we wszystkich jego przejawach. Wszyscy chcieli nadrobić lata stracone wojną. Wielką rolę odegrali wówczas twórcy – pisarze, artyści, publicyści, plastycy, którzy zjawili się tutaj w żołnierskich mundurach. Mówiono wręcz, że „literatura i sztuka wkroczyła do Polski umundurowana”.

Znana jest powszechnie rola majora Jerzego Borejszy i grupy skupionej wokół niego – twórców i wydawców „Rzeczypospolitej”, drukowanej wtedy nieraz na pakunkowym papierze dla terenów wyzwolonych, a na bibułce – dla terenów jeszcze okupowanych. Znane są sylwetki twórców pierwszego powojennego tygodnika społeczno-kulturalnego „Odrodzenie”.

Prasa w tamtym okresie rozkrzewiła się błyskawicznie. Zanotowano ukazanie się na wyzwolonych terenach 42 tytułów prasowych (nie licząc prasy wojskowej). Były to czasem tylko urzędowe pisma, częściej efemerydy, które równie szybko, jak się pojawiały, znikały. Były też pisma stawiające sobie bardzo „śmiałe” zadania, jak np. satyryczny „Stańczyk”, który w swoim credo pisał:

„…nie zważając na osobę, kłuć każdego mocno w pupę…”

W literackim „kolchozie”, który utworzył się przy ówczesnej ul. Radziwiłłowskiej 9, skupiła się cała ówczesna „śmietanka” literatury polskiej. Niewiele czasu upłynęło między dniem ukonstytuowania się w Lublinie pierwszego zarządu Związku Zawodowego Literatów Polskich, a dniem wydania w drukarni Zamojskiej pierwszych powojennych tomów poezji i prozy (m.in. Przyboś, Pużyna, Różewicz).

Także niewiele czasu minęło od chwili wyzwolenia miasta do otwarcia w Lublinie, w plastycznej kawiarni „Pod Paletą”, pierwszej powojennej wystawy sztuki – noszącej wspólny tytuł „Polonia” i przepojonej reminiscencjami okupacji. Wstrząsające wrażenie robiły wtedy ryciny Zinowija Tołkaczewa – radzieckiego artysty w wojskowym płaszczu, który poszedł rysować Majdanek, gdy dymiły jeszcze prochy ofiar. Jego rysunki były pierwszym powojennym wydawnictwem plastycznym, drukowanym w wyzwolonym Krakowie.

Jeszcze dochodziły do Lublina odgłosy frontu, a już zaczęła działać pierwsza rozgłośnia radiowa – gorzej wyposażona niż współczesny radiowęzeł zakładowy. W tej rozgłośni swoje pierwsze kroki – najpierw jako spikerka, później jako felietonistka – stawiała Stefania Grodzieńska. Felietony pisywał tam wówczas także… późniejszy główny architekt Warszawy, Jan Zachwatowicz.

Teatr też wkroczył do Polski w mundurze

Już 1 sierpnia 1944 roku teatr I Armii wystawił w Lublinie „Śluby panieńskie”. Dwanaście dni później odbyła się pierwsza premiera „cywilnego” teatru miejskiego. Wystawiono – a jakże – „Moralność pani Dulskiej”, potem „Jeńców” Rydla, „Grube ryby” Bałuckiego, wreszcie „Wesele” Wyspiańskiego, reżyserowane przez Jacka Woszczerowicza.

W Lublinie pojawiły się wtedy nazwiska, które już wówczas wiele mówiły: Mira Zimińska, Tadeusz Sygietyński, Mieczysław Fogg, Różyna Barewiczówna, Jan Kreczmar, Władysław Krasnowiecki, Jerzy Sztaudynger, Jan Parandowski i wielu innych. A obok nich młodzi ludzie, wtedy jeszcze nikomu nieznani: niejaki Jan Świderski, niejaki Czesław Wołłejko – dopiero obiecujący.

Do Lublina przybył też Stefan Jaracz, ale nie było mu dane wystąpić na scenie odrodzonego teatru. Dożywał tu swoich dni – złamany przeżyciami Pawiaka, Oświęcimia, ciężkiej choroby.

W katastrofie samochodowej, wracając z linii frontu do „stołecznego” jeszcze Lublina, zginął nieopodal Kurowa poeta Lucjan Szenwald.

Narodziny uniwersytetu

Na podstawie wykładów publicznych powołano wkrótce po wyzwoleniu do życia Uniwersytet im. Marii Curie-Skłodowskiej. Pierwsze zebranie profesury przeszło do historii jako „posiedzenie na beczkach”, bo szanowne ciało profesorskie musiało korzystać zamiast z foteli – z beczek po cemencie. Powstała instytucja w warunkach wręcz niewyobrażalnych. Okupacja pozostawiła w spadku ogromne straty – zwykły mikroskop był wówczas skarbem. A jednak uczelnię uruchomiono błyskawicznie, wcielając od razu w życie zasadę powszechnej dostępności i bezpłatności nauczania. Prof. Stanisław Lorentz wyruszał z ekipami specjalnymi w teren, by zabezpieczać dla narodu zabytki – m.in. te, które hrabia Gucio Potocki zdążył wywieźć z Łańcuta.

Odzyskanie „Bitwy pod Grunwaldem” i „Kazań Skargi”

Wielkim świętem dla kultury tamtych czasów było odzyskanie dwóch dzieł Matejki: „Bitwy pod Grunwaldem” i „Kazań Skargi”. Oba obrazy ewakuowano we wrześniu 1939 roku z Warszawy do Lublina. Tu je złożono w muzeum i jeszcze przed wkroczeniem Niemców sprytnie ukryto: zrolowane, obudowane deskami tak, że przypominały ladę sklepową, na której położono książki. Gdy władze niemieckie zarządziły spis muzealiów, wtajemniczeni ludzie przewieźli je – niby przy „przeprowadzce” – na przedmieścia Lublina (Rury). Tam zakopano je w ziemi, w szopie, odpowiednio zabezpieczając.

Niemcy węszyli za „Grunwaldem”. Wyznaczali nagrody – najpierw 2, później 10 milionów marek. Mimo to nie zdołali go odnaleźć. Dzieło przetrwało, a jego wydobycie i przekazanie wojskom radzieckim oraz Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego było wydarzeniem wielkiej wagi – symbolicznym aktem ratowania najcenniejszych polskich skarbów.

Źródło:

Głos Koszaliński. 1969, lipiec, nr 185

W tym miesiącu wspierają Nas:

Zapraszamy na nasze pozostałe serwisy:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Obserwuj nas

Nasze portale