Błoto na brukach, rudera zamiast szkoły, teatr amatorski i kapela w domu ludowym – tak wyglądała Bychawa w 1912 roku widziana oczami współczesnego świadka. Wybory wójta były tylko jednym z elementów znacznie szerszego obrazu życia miasteczka.

Najważniejszym wydarzeniem w Bychawie były wybory wójta, które odbyły się w sobotę 25 maja 1912 roku. Sam urząd wójta przez długie lata traktowany był w gminie z lekceważeniem, co – jak podkreśla autor relacji – przynosiło ogólną szkodę. Wójt w powszechnym odczuciu nie był gospodarzem gminy, lecz jedynie osobą „od pieczęci i podpisu”, a realne decyzje zapadały w półoficjalnych rozmowach prowadzonych z interesantami, często w szynkach i bawariach, przy obfitym poczęstunku alkoholem.
Opis ten odsłania codzienną praktykę życia gminnego: wójt był ciągle „nieuchwytny”, wymykając się z domu pod pozorem pracy kancelaryjnej, a z kancelarii – rzekomo do interesantów. Kto naprawdę chciał go znaleźć, trafiał najczęściej do karczmy. Taki sposób sprawowania urzędu sprzyjał zaniedbywaniu spraw publicznych i prywatnego gospodarstwa, ale paradoksalnie cieszył się aprobatą części mieszkańców, dla których wójtostwo było synonimem wygodnego, próżniaczego życia.
Już przed samymi wyborami w Bychawie dało się odczuć wzmożony ruch. Do miasteczka przybywali różni kandydaci i ich zwolennicy, oficjalnie „w interesach”, faktycznie jednak w celu zjednywania sobie wyborców. Stosowano metody powszechnie znane i głośno komentowane: fundowanie alkoholu, kiełbasy i pieniędzy. Autor relacji nie ma wątpliwości, że dochodziło do jawnych prób przekupstwa, a niektórzy kandydaci byli na tyle nieostrożni, że dawali pieniądze przy świadkach, by zdobyć poparcie gminiaków.
Z tekstu jasno wynika, że urząd wójta był przedmiotem pożądania nie ze względu na możliwość pracy dla wspólnoty, lecz dla przywilejów: próżniactwa, częstych poczęstunków i władzy nad innymi. Autor widzi w tym nie tylko winę kandydatów, ale przede wszystkim bierność i obojętność samej gromady. W jego ocenie brak świadomości obywatelskiej sprawiał, że do urzędu garnęli się ludzie „lichi”, a gmina pozwalała sobą manipulować.
Relacja ma wyraźnie moralizatorski charakter. Pojawiają się wezwania do obudzenia sumienia obywatelskiego, do wstydu za sprzedawanie głosu wyborczego za alkohol i jedzenie. Autor podkreśla, że lud polski domaga się równych praw obywatelskich, lecz sam często nie postępuje po obywatelsku, zaniedbując dobro wspólne i pozwalając, by „byle próżniak i pijaczyna” obejmował władzę.
Wybory z 1912 roku przyniosły jednak – w opinii autora – przełom. Wójtem został wybrany Szymon Grudzień, bychawski mieszczanin, majster murarski i właściciel posesji, człowiek trzeźwy, pracowity i przychylny ludziom. Nowy wójt budził nadzieję na realną poprawę stanu gminy, która borykała się z wieloma zaniedbaniami: fatalnymi drogami, zwłaszcza traktem do Lublina obok cmentarza, zrujnowaną szkołą, zaniedbanymi ulicami i chodnikami tonącymi w błocie.
Autor wiąże z nowym wójtem oczekiwania naprawy infrastruktury, uporządkowania ulic, a nawet – w dalszej perspektywie – budowy łaźni gminnej. W tekście wyraźnie wybrzmiewa przekonanie, że tylko wspólna, uczciwa praca wójta i gromady może odmienić oblicze Bychawy.
Poza sprawą wójta autor listu kreśli dość surowy obraz codziennego funkcjonowania Bychawy. Na pierwszy plan wysuwają się zaniedbania infrastrukturalne, które przez lata narastały wskutek bierności władz gminnych i samej gromady. Szczególnie dotkliwy był stan dróg. Trakt prowadzący z miasteczka do Lublina, biegnący obok cmentarza, w okresach błot stawał się niemal nieprzejezdny. Autor nie pozostawia wątpliwości, że nie była to wina losu ani pogody, lecz długotrwałych zaniedbań i braku elementarnej troski o komunikację.
Nie lepiej wyglądała sprawa szkoły bychawskiej. Budynek określony został wprost jako rudera, będąca powodem wstydu dla całej gminy. Zamiast pełnić rolę miejsca nauki i wychowania, szkoła była symbolem zaniedbania i braku odpowiedzialności za przyszłe pokolenia. Autor podkreśla, że i w tym przypadku winę ponoszą zarówno kolejni wójtowie, jak i sama gromada, która przez lata godziła się na taki stan rzeczy.
Ulice Bychawy, choć formalnie brukowane, w rzeczywistości tonęły w błocie. Warstwa błota zalegała na bruku, czyniąc go bezużytecznym, a chodniki – zwane trotuarami – znajdowały się w stanie zagrażającym bezpieczeństwu pieszych. Poruszanie się środkiem ulicy było utrudnione przez jamy i koleiny, natomiast chodniki groziły potknięciem i upadkiem. Ten opis daje wyraźne świadectwo braku podstawowych prac porządkowych i konserwacyjnych.
Autor wskazuje również na brak myślenia perspektywicznego. Wspomina o potrzebie uporządkowania ulic i nadania miastu estetycznego wyglądu poprzez sadzenie drzew. W jego wizji Bychawa mogła stać się miejscem schludnym i przyjaznym, jednak wymagało to konsekwentnej pracy i zaangażowania całej wspólnoty, a nie doraźnych działań.
W tekście pojawia się także postulat budowy gminnej łaźni, czyli kąpieli publicznej. Choć autor zastrzega, że nie chce „przerażać” nowego wójta nadmiarem zadań, sama wzmianka pokazuje, jak poważnym problemem była higiena i brak odpowiednich urządzeń sanitarnych. Łaźnia jawi się jako symbol nowoczesności i troski o zdrowie mieszkańców.
Obok spraw materialnych autor poświęca uwagę życiu kulturalnemu Bychawy. Z satysfakcją odnotowuje działalność młodzieży mieszczańskiej, która wystawiła przedstawienie teatralne. Teatr amatorski ukazany jest jako narzędzie kształtowania gustów, oświaty i moralnego rozwoju, pod warunkiem jednak, że będzie oparty na odpowiednich sztukach i systematycznych próbach. Widać tu wyraźną troskę o poziom kultury i wychowanie młodego pokolenia.
Osobne miejsce zajmuje muzyka i działalność domu ludowego. Bychawska kapela została przedstawiona jako jedna z jego głównych ozdób, a jej poprawa wiązana jest bezpośrednio z osobą nowego kapelmistrza, ocenianego bardzo pozytywnie. Jednocześnie autor ostrzega przed osobami nieuczciwymi, które w innych miejscowościach pozostawiły po sobie konflikty i straty, co pokazuje, jak ważna była reputacja i zaufanie w lokalnym środowisku.
Na zakończenie wspomniany zostaje nowy organista, który dzięki umiejętnościom muzycznym mógł odegrać istotną rolę nie tylko w życiu religijnym, lecz także w organizacji koncertów i przedstawień. Ten wątek dopełnia obrazu Bychawy jako miejsca, w którym – mimo licznych zaniedbań – istniał potencjał społeczny i kulturalny czekający na lepsze zagospodarowanie.
Źródło:
Nowa Jutrzenka : tygodniowe pismo obrazkowe : wychodzi co czwartek, 1912, R. 5, nr 22
Rynek w Bychawie 1914 – 1918, fotopolska.eu

Dodaj komentarz