W czasie prowadzonych na zamku w Lublinie prac konserwatorskich w 1954 roku warto przypomnieć o jednym z najcenniejszych i jednocześnie najbardziej zagadkowych zabytków miasta. Chodzi o polichromie we wnętrzu kościoła Świętej Trójcy – unikatowy zespół malowideł ściennych z początku XV wieku, uznawany za jeden z najważniejszych dokumentów kontaktów artystycznych między kulturą zachodnią a wschodnią w średniowiecznej Polsce.
Poniższy obraz polichromii i ich historii oparty jest na artykule Marii Zakrzewskiej opublikowanym w 1954 roku – w czasie, gdy badania nad freskami lubelskimi wciąż pozostawiały więcej pytań niż odpowiedzi.
Malowidła w gotyckim wnętrzu
Kościół Świętej Trójcy powstał w drugiej połowie XIV wieku jako budowla dwunawowa z wydłużonym prezbiterium. Jego wnętrze w całości pokrywa dekoracja malarska. Najniższą partię ścian obiega gęsto sfalowana kotara o wysokości blisko jednego metra, tworząca rodzaj pasowego cokołu. Powyżej, aż do sklepień, rozmieszczone są sceny figuralne ujęte w rdzawoczerwone ramy, na granatowym tle.
W przedstawieniach pojawiają się postacie Chrystusa, apostołów i świętych w stylizowanych, antykizujących szatach. Obok nich widoczni są rycerze w zbrojach charakterystycznych dla XV wieku. Tła scen wypełniają skaliste krajobrazy oraz uproszczone elementy architektury znanej ze sztuki bizantyjskiej.
Wschód w murach zachodniego kościoła
Już w latach 50. XX wieku badacze podkreślali wyraźny bizantyjsko-ruski charakter malowideł, który kontrastuje z gotycką bryłą świątyni. To właśnie to zestawienie stylów uznano za świadectwo silnych związków artystycznych między ziemiami Polski a Rusią na przełomie XIV i XV wieku.
Zachowany napis wotywny, zdradzający południowosłowiańskie wpływy, informuje, że twórcą polichromii był malarz imieniem Andrzej, który ukończył pracę 16 sierpnia 1418 roku. Już w 1954 roku przyjmowano, że odpowiadał on przede wszystkim za dekorację prezbiterium, natomiast freski w nawach mogły być dziełem jego uczniów.
Jagiełło i program polichromii
Maria Zakrzewska wiązała powstanie lubelskich malowideł bezpośrednio z osobą Władysława Jagiełły. Król, wychowany w kręgu kultury rusko-bizantyjskiej, miał szczególne upodobanie do tego typu dekoracji. Za Janem Długoszem przytaczano pogląd, że Jagiełło faworyzował sztukę ruską bardziej niż łacińską i polecał ozdabiać bizantyjskimi polichromiami najważniejsze świątynie w kraju.
Podobne dekoracje istniały m.in. w katedrach w Gnieźnie i Sandomierzu, kolegiacie w Wiślicy, na Świętym Krzyżu, w dwóch kaplicach katedry wawelskiej oraz właśnie w kościele zamkowym w Lublinie.
Odkrycie spod tynku
Do końca XIX wieku malowidła pozostawały praktycznie nieznane, ukryte pod warstwami tynku. Ich odkrycia dokonał w 1899 roku badacz dziejów Lublina Józef Smoliński, który zauważył fragmenty malowideł spod odpadającej warstwy tynku i zawiadomił o tym krakowską Akademię Umiejętności.
W 1903 roku do Lublina przybyła delegacja petersburskiej Cesarskiej Komisji Archeologicznej – P. Pokryszkin i N. Pokrowski – która rozpoczęła pierwsze systematyczne prace odsłaniające. Kolejne działania prowadzono jeszcze w 1914 roku, a następnie po odzyskaniu niepodległości.
W 1917 roku część prac konserwatorskich wykonał Julian Makarewicz. Najważniejsza i najdokładniejsza konserwacja miała miejsce w latach 1921–1923 pod kierunkiem prof. Edwarda Trojanowskiego. To właśnie wtedy malowidła zabezpieczono nowoczesnymi — jak na owe czasy — metodami.
Tajemnica autora według stanu badań z 1954 roku
Już w latach 50. badacze podkreślali, że mimo licznych publikacji poświęconych freskom na zamku lubelskim nie udało się jednoznacznie rozstrzygnąć, kim naprawdę był ich twórca. Pojawiały się hipotezy łączące polichromie z osobą słynnego malarza ruskiego Andrzeja Rublowa, jednak również w 1954 roku uznawano je za słabo udokumentowane.
Ostrożniejsza teza zakładała, że Andrzej – autor lubelskich fresków – był przedstawicielem halickiej szkoły malarskiej, związanej z obszarem dawnej Rusi Czerwonej.



Źródło sprzed 70 lat
Artykuł Marii Zakrzewskiej z 1954 roku dziś sam jest już zabytkiem historiografii. Pokazuje stan wiedzy, język i sposób myślenia o polichromiach w połowie XX wieku – zanim pojawiły się kolejne dekady badań, analiz technologicznych i konserwatorskich.
To także ciekawy dokument epoki, w której polichromie zamkowe wciąż postrzegano jako jedną z największych zagadek artystycznych Lublina.
Źródło:
Stolica : warszawski tygodnik ilustrowany. R. 9, 1954 nr 32 (8 VIII)

Dodaj komentarz