W przedwojennym Lublinie sprawy gospodarcze rzadko trafiały na pierwsze strony gazet w tak sensacyjnej formie, jak proces związany z firmą braci Krausse. Rozprawa rozpoczęła się przed Sądem Okręgowym w Lublinie. Na ławie oskarżonych zasiedli urzędnik skarbowy oraz pracownik przedsiębiorstwa — a w tle pojawiły się oskarżenia o prowokację, nadużycia i walkę o wpływy.

Kontrola ksiąg i zarzut łapówki
Sprawa dotyczyła Mieczysława Miki — buchaltera i rewidenta lubelskiej Izby Skarbowej — oskarżonego o próbę wymuszenia łapówki w wysokości 10 tysięcy złotych od firmy braci Krausse. Według aktu oskarżenia do zdarzenia miało dojść w styczniu 1939 roku podczas kontroli ksiąg handlowych przedsiębiorstwa.
Prokuratura twierdziła, że Mika uzależnił odstąpienie od sporządzenia protokołu wskazującego nieprawidłowości od przekazania pieniędzy. Na ławie oskarżonych znalazł się także Jan Grejm, buchalter firmy Krausse, któremu zarzucono pośrednictwo w próbie przekazania łapówki.
Kluczowym elementem śledztwa była rozmowa telefoniczna przeprowadzona rzekomo w imieniu przedsiębiorstwa. Mężczyzna przedstawiający się jako przedstawiciel firmy zaproponował Mice wypłatę pieniędzy w dwóch ratach. Rozmowę podsłuchiwali przełożeni urzędnika — naczelnik wydziału Izby Skarbowej oraz kierownik oddziału bilansowego — co doprowadziło do natychmiastowego zawieszenia Miki w obowiązkach, a następnie jego aresztowania.
Jawna rozprawa mimo prób utajnienia
Proces od początku wzbudzał duże zainteresowanie. Prokuratura wnosiła o utajnienie rozprawy, argumentując to możliwością ujawnienia metod pracy administracji skarbowej. Sprzeciwiła się temu obrona, podkreślając, że jeśli metody są prawidłowe, nie mogą stanowić tajemnicy, a jeśli budzą wątpliwości — tym bardziej powinny zostać poddane ocenie opinii publicznej.
Sąd przychylił się do tego stanowiska i zdecydował o jawności postępowania, co tylko zwiększyło zainteresowanie sprawą w mieście.
Obrona Miki: prowokacja i „niezdrowa atmosfera”
Mika nie przyznał się do winy. W wielogodzinnym wystąpieniu opisywał stosunki panujące w lubelskiej Izbie Skarbowej, wskazując na — jak twierdził — atmosferę nacisku i nierównego traktowania podatników.
Oskarżony sugerował nawet, że działania wobec niego mogły mieć charakter prowokacji, a odpowiedzialność za eskalację sprawy przypisywał swoim przełożonym.
Sensacyjne zeznania współoskarżonego
Największe poruszenie wywołały jednak zeznania Jana Grejma. Podczas rozprawy stwierdził on, że rozmowę telefoniczną złożył nie Mika, lecz on sam, podszywając się pod urzędnika. Jak twierdził, miał działać za namową osoby reprezentującej firmę, a cała sytuacja była wcześniej zaplanowana. Według jego relacji rozmowa została przeprowadzona z prywatnego mieszkania przy ulicy Wieniawskiej, a presja ze strony uczestników zdarzenia miała uniemożliwić mu wycofanie się z udziału w prowokacji. Grejm przyznał, że początkowo składał inne zeznania, lecz zmienił je po uświadomieniu sobie konsekwencji dla współoskarżonego. Jego wypowiedzi znacząco skomplikowały przebieg procesu i podważyły jednoznaczność zarzutów.
Dodaj komentarz