Wielkim przywilejem architektury jest to, że działa ona na człowieka całe jego życie przez to, że jest zawsze widoczna. Gdy książki schowane są w szafach bibliotek, gdy obrazy ukryte w muzeach, dzieła architektury stoją naprzeciw tłumów ludzkich, które codziennie przechodzą mimo. Jednakże architektura jest też najtrudniejszą do zrozumienia ze wszystkich sztuk plastycznych. Przemawia bowiem czystą formą, linią i bryłą.
Gdy się jednak w te formy wpatrzeć i wczuć, można znaleźć majestat, to znów niepokój, lekkość, wdzięk lub też istny dramat kamienny, czy wreszcie wzniosły patos i mistyczną ekstazę. Niestety człowiek zbyt łatwo przyzwyczaja się do pięknych rzeczy, dlatego że zawsze bez trudu może je oglądać. Miłośnik piękna jednak — im więcej z nim obcuje, tym więcej je ceni.
Są w naszym Lublinie znakomite pomniki architektury. Przypatrzmy się im — są tego warte. A gdy będziemy je odwiedzali częściej, może zdarzy się chwila, że owionie nas tchnienie wieczności i radosne poczucie, że ona triumfuje nad nicością i przemijaniem.

Oto mamy piękny dzień słoneczny. Doskonale się składa, że jest już godzina pierwsza i słońce oświetla z prawej strony fasadę katedry. Uroczysta, choć w dużym stopniu sztywna fasada nabiera większej miękkości w bocznym oświetleniu słonecznym. Sztywność pochodzi z doby neoklasycyzmu, kiedy to przebudował katedrę warszawski architekt Corazzi, dodając jej neoklasyczny portyk kolumnowy, zniszczony w obecnej wojnie, z którego pozostały tylko dwie okaleczone kolumny — motyw niegdyś ulubiony w pomnikach cmentarnych, dziś natomiast wyraz okrutnej prawdy rzeczywistości.
Katedra lubelska powstała według ks. Zalewskiego w roku 1586. Zbudowana w stylu barokowym. Według doniesienia „Gazety Lubelskiej’, wzniesiono ją na wzór kościoła Il Gesu Vignoli i Giacomo della Porta w Rzymie. Świadczy o zdumiewająco wczesnym pojawieniu się tego stylu w Polsce.
Z bardzo dobrego punktu widzenia, gdzie obecnie stoimy — pod pierwszym prawym łukiem dzielącym nawę główną od bocznej, licząc od chóru organowego — możemy podziwiać całą wspaniałość gzymsów biegnących ponad belkowaniem przeciwnej strony nawy głównej. Nie są one ani nazbyt wyładowane, ani zbyt płaskie, ani zgęszczone i rozdrobnione, ani też nie ciążą ciężkimi pasami. Są w miarę. Zachowują proporcję.
Proporcja — to wielkie słowo kryjące w sobie tajemnicę piękna w architekturze. Oznacza taki stosunek pionu do poziomu, przestrzeni ażurowych do zwartości muru, który wywołuje w nas uczucie równowagi i spokoju lub też uzasadnionego kontrastu. Gzymsy, które teraz oglądamy, wraz z fryzem i architrawem uderzają trafnością proporcji, dystynkcją i powagą — są przeto jedną z najbardziej szlachetnych części architektury katedry, wywołującą w widzu uczucie wzniosłości.
Sklepienie pokryte jest późnobarokowymi malowidłami iluzjonistycznymi Meyera z połowy XVIII wieku, zharmonizowanymi ze wspaniałym szarym kolorem architrawu, fryzu i filarów. Malarstwo iluzjonistyczne usiłuje wywołać wrażenie, że ponad rzeczywistą architekturą wznoszą się architektury malowane, sięgające niebios rozwartych, gdzie unoszą się święci na obłokach. Ten rodzaj malarstwa, zapoczątkowany przez Tintoretta i Veronese, rozwija się szeroko w XVII wieku, aby aż do połowy XVIII wieku opanować sklepienia kościołów, dając upust barokowej tęsknocie nieskończoności poprzez rozerwanie granic rzeczywistości.
W prezbiterium zwracają uwagę dwa znakomite obrazy szkoły flamandzkiej z połowy XVII wieku, malowane przez Polaka Lekszyckiego według ks. Zalewskiego, przedstawiające ucztę Herodiady i Ostatnią Wieczerzę. Można w nich podziwiać harmonię wielu barw podporządkowanych jednej dominancie, w połączeniu z flamandzką skłonnością do naturalistycznego traktowania twarzy oraz fałdów szat, z wymyślnym wydobywaniem walorów połyskującego atłasu.
Źródło:
Gazeta Lubelska : niezależne pismo demokratyczne. R. 2, nr 104=413 (14 kwiecień 1946)
Dziennik Związkowy = Polish Daily Zgoda R.31, No. 72 (26 marca 1938) + dod.
Dodaj komentarz