W niespełna rok po uruchomieniu ruchu kolejowego pod Lublinem doszło do zdarzenia, które unaoczniło nowe zagrożenia towarzyszące obecności kolei. Jak informowała „Gazeta Polska” w 1878 roku, pewnej niedzieli iskry wyrzucone z lokomotywy wznieciły pożar lasu sosnowo-brzozowego na Zadębiu.

Spalony las należał do majątku Zadębie, będącego własnością Aurelego Grodzickiego. Pożar wybuchł około godziny 12 w południe i — podsycany dość silnym wiatrem — zagrażał znacznie większym obszarom. Sytuacja była poważna, zwłaszcza że Zadębie leżało w bezpośrednim sąsiedztwie linii kolejowej, zaledwie kilka wiorst od miasta.
Dzięki szybkiej reakcji miejscowej ludności oraz pomocy kilku oficjalistów drogi żelaznej, ogień udało się opanować. Straty ograniczyły się do zniszczenia czterech morgów lasu. Jak zaznaczała gazeta, nie były to straty błahe — choć las był młody, „pięknie wyrośnięty”, a jego bliskość Lublina (około czterech wiorst) znacząco podnosiła wartość gruntu.
Wzmianka ta ma dziś znaczenie większe niż mogłoby się wydawać. Pokazuje bowiem Zadębie jako teren jeszcze wyraźnie pozamiejski, użytkowany gospodarczo, a zarazem już silnie powiązany z nową infrastrukturą komunikacyjną. Jednocześnie jest to jeden z wczesnych przykładów, gdy Kolej Nadwiślańska — symbol postępu i rozwoju — pojawia się w lokalnej rzeczywistości także jako źródło realnego zagrożenia.
Źródło:
Gazeta Polska. 1878, № 134
Grafika wygenerowana w AI na podstawie tekstu archiwalnego
Dodaj komentarz