Rozbudowa KUL-u w planach i w realiach. Co naprawdę miało powstać pod koniec lat 80.

Wywiad opublikowany w listopadzie 1987 roku w studenckim „KUL-ierze”, zeszycie Niezależnego Zrzeszenia Studentów, przeprowadzono z rektorem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego (doc. dr hab. J. Czerkawskim) w momencie, gdy rozbudowa uczelni była już faktem – nie zapowiedzią, lecz procesem trwającym, obciążonym decyzjami, kompromisami i wyraźnymi ograniczeniami. Rozmowa nie ma charakteru deklaratywnego ani propagandowego. Przeciwnie: jest szczegółowym omówieniem tego, co dokładnie ma powstać, w jakiej kolejności i pod jakimi warunkami.

Centralnym punktem całej inwestycji jest Collegium Jana Pawła II, projektowane nie jako reprezentacyjny gmach, lecz jako obiekt o ściśle określonej funkcji dydaktycznej. W wywiadzie bardzo wyraźnie akcentuje się, że budynek ten nie ma być architektonicznym symbolem czy „wizytówką”, lecz narzędziem codziennej pracy. Przewidziano w nim sale wykładowe, sale ćwiczeniowe, pomieszczenia dla katedr oraz bibliotekę. Całość podporządkowana została praktyce nauczania i potrzebie rozładowania istniejącego przeciążenia lokalowego uczelni.

Rektor szczegółowo opisuje także układ komunikacyjny Collegium. Wejścia zaplanowano tak, by umożliwić dostęp zarówno z poziomu parteru, jak i na wyższe kondygnacje. Dojścia prowadzące na pierwsze piętro oraz system klatek schodowych mają usprawnić ruch studentów i pracowników. W wywiadzie pojawia się nawet informacja o różnicach poziomów terenu, co pokazuje, jak bardzo projekt był „liczony” pod kątem realnego użytkowania, a nie estetyki.

Rozbudowa nie ogranicza się jednak do samego Collegium. W planach przewidziano również wyraźny podział funkcjonalny budynku od strony konwiktu. W tej części miało znaleźć się miejsce dla co najmniej 400 osób. Oprócz tego zaplanowano pomieszczenia dla Towarzystwa Naukowego oraz Zarządu Głównego Towarzystwa Przyjaciół KUL. To istotny szczegół, bo pokazuje, że rozbudowa miała objąć nie tylko dydaktykę sensu stricto, ale także zaplecze instytucjonalne, które wcześniej funkcjonowało w warunkach prowizorycznych.

Istotnym elementem planów był również niewielki hotel dla dojeżdżających profesorów, zlokalizowany od strony Alei Racławickich. W wywiadzie pada konkret: około 28 pokoi. Rektor wyraźnie zaznacza, że standard ma być skromny, wręcz ascetyczny, ale wystarczający, by zapewnić nocleg kadrze przyjezdnej. To rozwiązanie nie miało charakteru prestiżowego – było odpowiedzią na realne potrzeby organizacyjne uczelni, która coraz częściej musiała korzystać z wykładowców spoza Lublina.

Rozbudowa zaplecza obejmowała także stołówkę, zaprojektowaną na skalę masową. W rozmowie padają bardzo konkretne liczby: od 2500 do nawet 3000 obiadów dziennie. Rektor podkreśla, że nawet przy wydawaniu 2500 posiłków system ten mieści się w obowiązujących normach. W tym fragmencie wyraźnie widać skalę planów: uczelnia przygotowywała się na obsługę tysięcy osób dziennie, a nie jedynie symboliczne zwiększenie liczby miejsc.

Ważnym wątkiem wywiadu jest etapowość inwestycji. Rektor kilkakrotnie zaznacza, że budowa musi być realizowana w kolejnych fazach. Najpierw przewidywano oddanie obiektów w stanie surowym, a dopiero później – w miarę możliwości finansowych i materiałowych – prowadzenie prac wykończeniowych. Hotel dla profesorów miał zostać oddany w stanie surowym jeszcze w tym samym roku kalendarzowym, o ile nie wystąpią przeszkody natury organizacyjnej lub materiałowej.

Rozbudowa KUL-u obejmowała także akademiki, które miały stanowić kolejny etap inwestycji. Standardem miały być pokoje dwuosobowe, z możliwością czasowego przekształcenia ich w trzyosobowe w sytuacjach kryzysowych. W wywiadzie mocno wybrzmiewa stanowisko, że uczelnia nie chce rozwiązywać problemów mieszkaniowych kosztem elementarnych warunków bytowych studentów. Nawet w realiach końca lat osiemdziesiątych rozbudowa miała oznaczać poprawę warunków, a nie tylko zwiększenie liczby łóżek.

Charakterystyczne dla całej rozmowy jest to, że rektor niemal przy każdym elemencie planów dodaje zastrzeżenia: wszystko zależy od finansów, dostępności materiałów i ogólnej sytuacji gospodarczej. Wywiad nie tworzy wizji „gotowego kampusu przyszłości”, lecz pokazuje uczelnię funkcjonującą w trybie ciągłego bilansowania możliwości. Rozbudowa jawi się tu jako proces niepewny, rozciągnięty w czasie, wymagający elastyczności i kompromisów.

W tym sensie „Kraina Eldorado”, o której ironicznie wspomina tytuł wywiadu, okazuje się mitem. Rozbudowa KUL-u w 1987 roku to nie opowieść o nagłym rozkwicie, lecz o mozolnym powiększaniu przestrzeni niezbędnej do przetrwania i dalszego rozwoju. Nowe mury mają przede wszystkim działać – umożliwiać prowadzenie zajęć, zapewniać minimum zaplecza socjalnego i organizacyjnego. I właśnie ta praktyczność, a nie rozmach, najmocniej definiuje ówczesne plany rozbudowy uczelni.

Źródło:

„KUL-ier: zeszyt Niezależnego Zrzeszenia Studentów”, listopad 1987.

Wesprzyj portal, udostępniając znajomym:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *