Bychawa po wielkim pożarze

W drugiej połowie XIX wieku pożary były jedną z największych klęsk dotykających miasteczka Lubelszczyzny. Zabudowa była w ogromnej większości drewniana, dachy kryto gontem lub słomą, a wąskie uliczki sprawiały, że ogień rozprzestrzeniał się błyskawicznie. Taką właśnie tragedię przeżyła Bychawa w 1877 roku.

Z krótkiej informacji prasowej z tego czasu wynika, że po wielkim pożarze miasteczko zaczęło się szybko podnosić z ruin. Najpierw pojawiły się prowizoryczne schronienia – szałasy i tymczasowe kramy. W nich próbowali odnaleźć się mieszkańcy, którzy z dnia na dzień stracili dach nad głową. Jednocześnie w całej osadzie trwała gorączkowa praca. Po ulicach uwijali się cieśle i robotnicy, którzy stawiali nowe domy dla pogorzelców. Co ciekawe, dużą część materiałów budowlanych przekazały bezpłatnie okoliczne dwory. W praktyce oznaczało to, że lokalna szlachta i właściciele ziemscy pomogli mieszkańcom rozpocząć odbudowę. Domy powstawały szybko, bo trzeba było zapewnić schronienie wielu rodzinom, które po pożarze stały się tułaczami.

Miasteczko, które płonęło rok po roku

Autor ówczesnej notatki zwracał uwagę na dramatyczny fakt – Bychawa padła ofiarą ognia już drugi rok z rzędu. To skłaniało do refleksji, czy nie należałoby wykorzystać zniszczenia starej zabudowy do wprowadzenia zmian urbanistycznych. Sugerowano, aby najpierw wytyczyć nowy plan miasteczka, który zwiększyłby bezpieczeństwo przeciwpożarowe. Dopiero później – zgodnie z takim planem – należałoby odbudowywać domy i całe kwartały zabudowy. Pomysł ten był jednak trudny do realizacji.

Problem z planami regulacyjnymi

W drugiej połowie XIX wieku w Królestwie Polskim nie było jasnych przepisów dotyczących planów regulacyjnych dla małych miasteczek. Wprowadzenie nowego układu ulic wymagałoby często przymusowych wywłaszczeń, a to oznaczało skomplikowane procedury prawne. Autor artykułu zwracał uwagę, że skoro przepisy budowlane przewidują sporządzanie planów regulacyjnych dla wsi, to tym bardziej powinny one obowiązywać w osadach i miasteczkach. W przeciwnym razie odbudowa po pożarach będzie wciąż odbywać się chaotycznie – a kolejne katastrofy są tylko kwestią czasu.

Odbudowa miasteczek na Lubelszczyźnie

Historia Bychawy nie była wówczas wyjątkiem. W XIX wieku podobne tragedie przeżywało wiele miejscowości regionu. Drewniana zabudowa, brak straży ogniowych i ciasne układy urbanistyczne sprawiały, że jeden pożar potrafił zniszczyć całe miasteczko. Paradoksalnie właśnie takie katastrofy często stawały się początkiem zmian. Po wielkich pożarach zaczęto coraz częściej:

  • wytyczać szersze ulice
  • wprowadzać zabudowę murowaną
  • tworzyć place rynkowe o większej przestrzeni
  • rozwijać organizacje straży ogniowej

W przypadku Bychawy odbudowa rozpoczęła się natychmiast – od szałasów, kramów i pierwszych nowych domów dla pogorzelców. To pokazuje, jak szybko mieszkańcy potrafili podnosić się z katastrof, które w XIX wieku były niestety częścią codzienności wielu miasteczek Lubelszczyzny.

Źródło:

Kurjer Lubelski 1877, R. 12, nr 68

Wesprzyj portal, udostępniając znajomym:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *