W 1907 roku, u zbiegu dzisiejszych ulic Turystycznej i Mełgiewskiej, powstawał obiekt, który zmienił oblicze lubelskiej inżynierii.
Pionier z Warszawy i technologia przyszłości
W 1907 roku budowa mostu łączącego dobra Tatary (wówczas majątek p. Graffa) z Kalinowszczyzną nie była zwykłą inwestycją komunalną. Był to jeden z pierwszych w tej części Europy przykładów zastosowania systemu François Hennebique’a – nowatorskiej metody wznoszenia konstrukcji z betonu zbrojonego (żelbetu). Wykonawcą był nie byle kto, bo inż. Marian Lutosławski. Dziś, wspominamy go nie tylko jako wybitnego konstruktora, ale i tragicznego bohatera (rozstrzelanego przez bolszewików w 1918 r.). To on sprowadził do Lublina technologię, która miała przetrwać wiek.
Maszyny parowe i „kosmiczne” koszty
Do celów budowy sprowadzono z Warszawy maszynę parową do wbijania pali. W 1907 roku widok buchającego parą urządzenia nad brzegiem Bystrzycy musiał budzić u lublinian podobne emocje, jakie dziś budzą autonomiczne maszyny budowlane.
- Koszt: Przeszło 20 000 rubli (suma na ówczesne czasy zawrotna, pokazująca rangę inwestycji).
- Wymiary: 50 metrów długości i 10 metrów szerokości – standardy, które miały służyć miastu przez kolejne dziesięciolecia.
Z dzisiejszej perspektywy wiemy, że most ten stał się kluczowym elementem wylotowym z miasta w stronę Łęcznej. Co ciekawe, wzmiankowany w tekście „projekt budowy takiego samego mostu na Piaski” również doszedł do skutku – mowa o moście na przedłużeniu dzisiejszej ul. Zamojskiej, który do dziś zachwyca neogotyckimi wieżyczkami.
Inżynier Bronikowski, ówczesny dyrektor wodociągów, nadzorując te prace, kładł podwaliny pod nowoczesną administrację techniczną miasta.
Lublinianin, 1907, R.1, nr.66
Dodaj komentarz