Jeszcze w pierwszej połowie lat trzydziestych ulica Wrotkowska nie była częścią miejskiej codzienności. To były obrzeża – przestrzeń bardziej przemysłowa niż reprezentacyjna, z dala od Krakowskiego Przedmieścia, bez eleganckich witryn i spacerujących tłumów. Prowadziły tam raczej sprawy służbowe niż niedzielne przechadzki.
I właśnie tam, na uboczu, zaczęła rosnąć bryła, która zmieniła krajobraz tej części Lublina. Z tygodnia na tydzień wznosiły się kolejne kondygnacje, a nad płaską jeszcze przestrzenią wyrastał gmach, o którym wkrótce pisała lokalna prasa jako o jednym z najokazalszych w mieście.
W 1934 roku gazety informowały o zakończeniu budowy nowej siedziby Zakładu Uprawy Tytoniu, działającego w strukturach państwowego Monopolu Tytoniowego. Planowano, że obiekt zostanie oddany do użytku na początku października. Już same parametry inwestycji budziły respekt – nie była to zwykła kamienica ani skromny zakład, lecz rozległy, nowoczesny kompleks, który miał stać się przemysłową wizytówką międzywojennego Lublina.
Koszt inwestycji wyniósł milion złotych – w realiach międzywojennej Polski była to kwota ogromna. Gmach liczył cztery piętra i rozległe sutereny. Jego ogólna kubatura sięgała 35 tysięcy metrów sześciennych. Front rozciągał się na ponad sto metrów długości, przy szerokości dwudziestu metrów.
Nowoczesna fabryka
W środku zaplanowano biura, magazyny fermentacyjne, suszarnie, a nawet schrony. Wszystkie kondygnacje łączył system wind – rozwiązanie wówczas wciąż kojarzone z nowoczesnością i wielkomiejskim rozmachem. W niedalekiej przyszłości miała tam ruszyć także Stacja Doświadczalna.
W chwili publikacji artykułu trwały jeszcze prace wykończeniowe oraz montaż wielkiej kotłowni. Obok budynku wznosić się miał komin o wysokości 32 metrów – symbol przemysłowego charakteru inwestycji. Planowano również budowę własnej bocznicy kolejowej, co miało zapewnić bezpośrednie połączenie z siecią transportową. Zakład nie był więc tylko biurem administracji tytoniowej. Był kompletnym organizmem przemysłowym, zaprojektowanym z myślą o przetwarzaniu surowca na miejscu.
Liczby, które mówią same za siebie
Do budowy zużyto półtora miliona cegieł oraz 350 tysięcy kilogramów żelaza przeznaczonego na konstrukcje wewnętrzne. Całość miała zostać otoczona żelbetowym ogrodzeniem o długości jednego kilometra. W gmachu zaplanowano trzydzieści dwie ubikacje – detal, który w ówczesnych relacjach prasowych podkreślano jako dowód skali i funkcjonalności obiektu.
Za instalacje klimatyczne do preparowania tytoniu oraz systemy centralnego ogrzewania, wodociągów i kanalizacji odpowiadała firma Biuro Techniczne Zajączkowski, Szewczykowski i S-ka, Inżynierowie. Już sam fakt zastosowania specjalnych urządzeń klimatycznych pokazuje, że nie była to prowincjonalna inwestycja, lecz nowoczesny zakład przemysłowy odpowiadający ówczesnym standardom technicznym.

Lublin przemysłowy, o którym rzadko się pamięta
Współczesny obraz międzywojennego Lublina często koncentruje się na zabytkowym centrum, instytucjach religijnych czy życiu akademickim. Tymczasem lata 30. to także intensywny rozwój infrastruktury przemysłowej i państwowych inwestycji.
Gmach Zakładu Uprawy Tytoniu należał – jak podkreślano w prasie – do „najokazalszych budynków, jakie wzniesiono w ostatnich latach w Lublinie”. Powstał w czasie, gdy kraj wciąż odczuwał skutki światowego kryzysu gospodarczego. Milion złotych zainwestowany na peryferiach miasta był więc nie tylko wydatkiem, ale i sygnałem: państwo buduje, modernizuje, rozwija zaplecze produkcyjne.
Dziś niewielu mieszkańców łączy Wrotków z wielką inwestycją z 1934 roku. A jednak to właśnie tam wzniesiono obiekt, który miał symbolizować gospodarczą siłę II Rzeczypospolitej i nowoczesne podejście do przemysłu.
Źródło:
Express Lubelski i Wołyński, 1934, nr 257
Dodaj komentarz