O trzy kilometry od Lublina, w malowniczej miejscowości, na terenie trzydziestomorgowego parku, wśród pagórków i bujnej zieleni, na łagodnym zboczu rozciągał się urokliwy zakład zdrojowo-leczniczy – Sławinek. Ten piękny zakątek znany był wszystkim lublinianom jako miejsce niedzielnego wypoczynku dla spragnionych swobody, świeżego powietrza i kontaktu z naturą.

Wody mineralne w Sławinku należały do szczaw wapniowo-magnezjowo-żelazistych i pod względem zawartości dwuwęglanu żelazowego zajmowały jedno z czołowych miejsc wśród podobnych zdrojów. Już od dawna żelaziste źródła, pozostawiające w potoku obfity, ochrowy osad, zwracały uwagę właścicieli majątku. W 1824 roku ówczesny właściciel, Paweł Wagner, urządził tu pierwsze kąpiele lecznicze. Początkowo używano wanien drewnianych, lecz wraz ze wzrostem frekwencji – czemu sprzyjało znakomite położenie przy doskonałej szosie z Lublina – zastąpiono je wannami cynkowymi, a później miedzianymi. Prymitywny system ogrzewania wody z czasem ustąpił miejsca nowocześniejszemu systemowi parowemu.
Około 1835 roku wzniesiono murowany dom zdrojowy z restauracją oraz salą balową i koncertową, aby zapewnić kuracjuszom odpowiednie warunki pobytu. W dawnych czasach odbywały się tu huczne reuniony. Gdy hotel przestał wystarczać, powstały dwie stylowe wille – „Rusałka” i „Urwisko”.
Niestety, dobre początki nie zostały w pełni wykorzystane. Choć zakładem interesowali się prywatni inwestorzy, lekarze, a nawet władze – oferując pomoc w postaci pożyczek czy ulg – sprzyjające okoliczności nie zostały należycie spożytkowane. Brak inwestycji i rozwoju sprawił, że zakład z czasem popadł w stagnację, utrzymując się głównie dzięki stałym pacjentom, którzy z własnego doświadczenia wiedzieli, że sławinkowskie wody przynoszą ulgę w dolegliwościach.

Przed 1912 rokiem sytuacja jednak wyraźnie się zmieniła. Sławinek od dawna był atrakcyjnym miejscem dla zamożniejszych mieszkańców Lublina, marzących o podmiejskich willach. Ze względu na położenie miasta jedynym naturalnym kierunkiem rozwoju rezydencyjnego była szosa warszawska, a więc tereny Sławinka – z ich źródłami mineralnymi, obfitością słodkiej wody i zadrzewieniem.
Właściciel majątku, Stanisław Mędrkiewicz, długo opierał się parcelacji, jednak w 1908 roku porozumiał się z konsorcjum finansistów warszawskich i lubelskich, by stworzyć tu dzielnicę rezydencyjną nazwaną „Letnim Lublinem”. Projekt zakładał budowę tramwaju elektrycznego, kanalizacji, wodociągów i oświetlenia. W Lublinie odbywały się publiczne dyskusje, z udziałem specjalistów z Warszawy, nad koncepcją „ogrodu-miasta” wzorowaną na rozwiązaniach angielskich.
Gdy jednak przyszło do realizacji, inwestorzy zaczęli wątpić w rentowność przedsięwzięcia, a lubelska publiczność podchodziła do nowatorskich planów z rezerwą. Ostatecznie projekt nie został zrealizowany w pierwotnej formie. Ideę „ogrodu-miasta” wcielono w życie wysiłkiem prywatnych osób.
Teren po obu stronach szosy warszawskiej przecięto siecią symetrycznie krzyżujących się ulic – Szopena, Mickiewicza, Słowackiego i innych – obsadzonych drzewami. Wytyczono kwartały parcel przeznaczonych pod zabudowę. Początkowo było ich kilkadziesiąt, lecz szybkie zainteresowanie nabywców sprawiło, że ich liczbę zwiększono.
Choć przemiany te dokonały się w ciągu zaledwie kilku lat, zmieniły oblicze Sławinka nie do poznania. W miejscu dawnych łanów zbóż, ciągnących się po obu stronach drogi z Lublina, stanęły eleganckie wille i pałacyki otoczone zielenią ogrodów. Trudno uwierzyć, że ta metamorfoza nastąpiła tak szybko w miejscu, które przez dziesięciolecia pozostawało niemal bez zmian. A jednak fakty mówią same za siebie – po długim okresie bierności Sławinek wkroczył w nową epokę swojego rozwoju.

Jedną z poważnych i długo odczuwanych wad w administracji Sławinka był brak na miejscu fachowych sił balneologicznych. Okoliczność ta wyraźnie odbiła się na dalszych losach zakładu. Gdy sąsiedni Nałęczów, położony o trzy mile od Lublina i posiadający wody słabsze od sławinkowskich, po przejściu w ręce towarzystwa akcyjnego rozwinął się znakomicie, Sławinek — pozbawiony fachowego kierownictwa i odpowiedniego kapitału — stopniowo tracił znaczenie wobec rosnącej konkurencji. Dopełnieniem nieszczęść była katastrofa sprzed kilkunastu lat: pożar domu zdrojowego, który nie był ubezpieczony. Łatwo więc zrozumieć przyczyny upadku tego niegdyś obiecującego zdrojowiska.
W 1912 roku dawne braki zaczęły ustępować. Najstarszy syn właściciela, Jan Mędrkiewicz, podjął specjalistyczne studia lekarsko-balneologiczne, by w przyszłości fachowo pokierować rozwojem zakładu. A że nie brak mu ani zdolności, ani energii, można przypuszczać, iż odda zdrojowisku znaczące usługi. Również rozwój „Letniego Lublina” w bezpośrednim sąsiedztwie zakładu mógł wpłynąć korzystnie na jego przyszłość. Jak jednak wiemy, tak się nie stało.
Źródło:
Nasze Zdroje : oficjalny organ Krajowego Związku Zdrojowisk i Uzdrowisk : całoroczne wydawnictwo ilustrowane poświęcone zdrojowiskom, uzdrowiskom, zakładom leczniczym, letniskom, krajoznawstwu, turystyce i sportom. R. 3, 1912, nr 6
Dodaj komentarz