Połykali „kotki” i zatykali palmy na dachach. Niedziela Palmowa na terenach obecnego LSM

W latach 30. XX wieku były to jeszcze okolice Lublina. Na Rurach Wizytkowskich, Bonifraterskich i Brygidkowskich – palma wielkanocna była czymś znacznie więcej niż świąteczną ozdobą. To był przedmiot mocy. Chronił dom, oborę, stodołę i pole. Leczył ból głowy. Odpędzał burzę. A nawet… zastępował chrzest w nagłych przypadkach. Dziś mało kto pamięta, jak rozbudowany był cały system wierzeń związanych z palmą.

Z czego robiono palmy?

Podstawą była wierzba zwana „iwiną”. Gałązki ubierano trzciną i sitowiem, których grona malowano na zielono i brunatno-czerwono. Całość ozdabiano suszonymi kwiatami, listkami bukszpanu i kolorowymi kwiatami z bibułki. Palmę owijano drutem, wstążką lub nicią konopną. Często witkami tworzono charakterystyczne pierścienie – u góry, pośrodku i u dołu. Co ważne, materiał przygotowywano już jesienią. Do kościoła palmę nieśli gospodarze lub gospodynie. Młodzieży „nie godziło się” jej powierzać.

„Kotki” na gardło i zdrowie

W Niedzielę Palmową z poświęconej palmy połykano bazie – tzw. „kotki”. Wierzono, że dzięki temu gardło nie będzie bolało, a dzieci będą zdrowe i dorodne.

Każdy gospodarz posiadał aż cztery palmy:
– do domu,
– do obory,
– do stodoły,
– w pole.

To pokazuje, jak bardzo palma była związana z codziennym bezpieczeństwem całego gospodarstwa.

Ochrona przed gradem, piorunem i chorobą

W Wielki Poniedziałek gospodarz święcił palmą całe obejście, a następnie kropił nią pole w czterech rogach. Miało to chronić plony przed gradem. Przy pierwszym wyjeździe w pole święcono palmą pług, bronę, konie i ziarno do siewu – „żeby się dobrze rodziło”. Krowę wyganianą po raz pierwszy na pastwisko również dotykano palmą, aby uchronić ją od chorób i nieszczęść. Podczas burzy zatykano palmę w zbożu lub na strzesze domu, wierząc, że ochroni przed piorunem.

Palma jako lekarstwo

Jeśli ktoś był przestraszony, łamano kawałek palmy, rzucano na węgielki i okadzano go podczas snu. Przy bólu głowy gotowano fragment palmy w wodzie i tą wodą nacierano skronie. Gospodynie kropiły rozsadę wodą święconą przy pomocy palmy, aby robaki nie zjadły warzyw. W skrajnych przypadkach, gdy noworodek był ciężko chory, przy pomocy palmy i wody święconej dokonywano chrztu z konieczności.


Dawna palma wielkanocna z okolic Lublina nie była więc tylko symbolem religijnym. Była elementem całego ludowego systemu ochrony – łączącego wiarę, tradycję i codzienny lęk przed żywiołem.

Źródło:

Nasze Echa : Pisemko Koła Krajoznawczego imienia Konstantego Kietlicza-Rayskiego Młodzieży Szkoły Powszechnej nr XV w Lublinie, ul. Długa 6, 1930/1931, R.2, nr 5

Wesprzyj portal, udostępniając znajomym:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *