Lublin świętuje. Podpisanie umowy na 56 milionów złotych z Ministerstwa Kultury otwiera przed miastem drzwi do wielkiego europejskiego salonu. Jednak w cieniu tych milionów, przy ulicy Lubartowskiej 10, dogorywa zabytek, którego unikalność w skali kontynentu powinna być powodem do dumy, a nie wstydu.

Festiwale kontra fundamenty
Ostatnie dni przyniosły historyczne rozstrzygnięcia. Dzięki tytułowi Europejskiej Stolicy Kultury, Lublin otrzyma rekordowe wsparcie. Po dołożeniu wkładu własnego, miasto będzie dysponować kwotą ponad 112 mln zł na lata 2026–2031. To pieniądze na tysiące wydarzeń, festiwale, programy społeczne i budowanie marki „RE:UNION”. Jednak czy w tej wielkiej unii nowoczesności i zabawy znajdzie się miejsce na ratunek dla autentycznego, materialnego dziedzictwa?
W samym centrum Lublina, niemal naprzeciwko tętniących życiem punktów turystycznych, stoi kamienica przy ul. Lubartowskiej 10. Dla laika to tylko jeden z wielu starych budynków. Dla historyka to unikat – dawny żydowski dom modlitwy Chewra Nosim.
Historia, która przetrwała piekło
Warto przypomnieć, dlaczego to miejsce jest wyjątkowe. Wzniesiona przed 1889 rokiem kamienica była siedzibą Bractwa Tragarzy Zwłok (Beschamedresz de Nosym). W mieście, które przed wojną posiadało blisko 100 synagog, ta jedna ocalała z Zagłady niemal cudownym zbiegiem okoliczności. Podczas gdy niemiecki okupant zrównywał z ziemią dzielnicę żydowską i niszczył synagogę Maharszala, Chewra Nosim przetrwała jako magazyn i warsztat.
Po wojnie, przez dekady PRL-u, to właśnie tutaj tliło się życie religijne lubelskich Żydów. To tu odbywały się nabożeństwa, gdy inne świątynie stały się kinami lub bibliotekami. To tu w 1987 roku powstała pierwsza Izba Pamięci.

Zabytek w ruinie
Dziś obraz tego miejsca boli. Choć w 2008 roku otwarto tam poruszającą wystawę „Jesteśmy”, a wnętrze skrywa bezcenne 273 księgi z XIX i XX wieku, stan techniczny obiektu woła o pomstę do nieba. Z historycznych zapisów wiemy, że budynek przeszedł remonty w 1914 i 1972 roku, a ostatnie większe prace w suterenie miały miejsce ponad 20 lat temu.
Elewacja od strony ul. Wodopojnej, tyły budynku z ryzalitem, detale klasycystyczne – wszystko to niszczeje. W 1995 roku złodzieje ukradli cenne wyposażenie sali modlitw, ale dziś największym wrogiem bóżnicy nie są rabusie, a czas i obojętność.
Gdzie jest miejsce na Chewra Nosim w planach ESK?
W programie ESK 2029 dużo mówi się o „habitacie” i „wspólnocie”. Czy wspólnota Lublina może pozwolić sobie na utratę jedynej autentycznej, zachowanej bóżnicy w centrum miasta, w której dzień w dzień, noc w noc pali się menora?
Trudno oprzeć się wrażeniu, że pieniądze na „miękkie” projekty kulturalne – te, które dobrze wyglądają w blasku fleszy i na zdjęciach w mediach społecznościowych – płyną szerokim strumieniem. Tymczasem „twarde” zabytki, które stanowią o tożsamości Lublina, pozostają w kolejce, która zdaje się nie mieć końca.
Jeśli Lublin ma być prawdziwą Europejską Stolicą Kultury, musi dbać nie tylko o to, co pokaże turystom na scenie w 2029 roku, ale także o to, co turyści zobaczą po drodze na tę scenę. Moim zdaniem Chewra Nosim to zabytek klasy europejskiej. To świadek historii, który przetrwał nazizm (w rozumieniu okupację niemiecką) i komunizm. Byłoby wielką ironią losu, gdyby pozostał ruiną w czasie triumfu lubelskiej kultury.
Tym tekstem wyrażam tylko swoją opinię. Od dłuższego czasu przyglądam się temu miejscu. Długo też zbierałem się do napisania jakiegoś tekstu, tak bez emocji, bez osobistego odczucia. Ale chyba jednak ciężko nie mieć uczuć, kiedy niszczeje, chociaż nie mój, symbol kultu religijnego.
Dodaj komentarz