W 1919 roku do kasy emerytalnej w Lublinie zgłosiła się kobieta, która domagała się wypłaty świadczenia po swoim zmarłym mężu. Sprawa szybko przestała być zwykłą formalnością – bo chodziło o człowieka, którego prasa wprost nazywała zdrajcą. Jak opisywała Myśl Niepodległa, wdowa była żoną generała armii rosyjskiej – Polaka z nazwiska – który w czasie powstania styczniowego brał udział w tłumieniu walk niepodległościowych.

Walczył przeciw powstańcom
Zachowane świadectwo służbowe miało jasno pokazywać jego rolę. Generał awansował w rosyjskiej armii, był wielokrotnie ranny i odznaczany – właśnie za działania przeciw powstańcom. W dokumentach wprost mówiono o zwalczaniu oddziałów dowodzonych m.in. przez Mariana Langiewicza. Za swoją służbę otrzymał także specjalny medal. Po latach przeszedł w stan spoczynku (1890 r.) i pobierał wysoką emeryturę z budżetu Imperium Rosyjskiego – ponad 1700 rubli rocznie. Zmarł jeszcze przed I wojną światową w Puławach.
Niewygodne dokumenty
Kiedy jego wdowa zgłosiła się do polskiego urzędu, nie przedstawiła pełnej dokumentacji. Jak sugerowała prasa, powód był prosty – świadectwa jasno pokazywały, że jej mąż „zasłużył się” Rosji, walcząc przeciw własnemu narodowi. To postawiło urzędników przed niewygodnym pytaniem: czy odrodzone państwo polskie powinno wypłacać emeryturę rodzinie człowieka, który brał udział w tłumieniu powstania?
Ostra reakcja
Artykuł w „Myśli Niepodległej” nie pozostawiał wątpliwości. Autorzy wprost sprzeciwiali się takim wypłatom i ostrzegali urzędy przed podobnymi przypadkami. Ich zdaniem nie można stawiać na równi rodzin tych, którzy walczyli o niepodległość, z rodzinami tych, którzy ją zwalczali. Padło też mocne wezwanie, by dokładnie weryfikować dokumenty i nie pozwalać na „ukrywanie niewygodnej prawdy”.
Choć to tylko pojedynczy przypadek, dobrze pokazuje realia pierwszych miesięcy II RP. Nowe państwo musiało nie tylko organizować administrację, ale też rozstrzygać, komu przysługują prawa i świadczenia – również w świetle bardzo świeżej pamięci o powstaniu i zaborach. Sprawa lubelskiej wdowy była jednym z pierwszych takich testów. I – jak widać – budziła ogromne emocje.
Źródło:
Dodaj komentarz