Epilog straszliwej zbrodni w Trojaczkowicach Małych. Oskarżeni w sądzie.

Wesprzyj portal, udostępniając znajomym:

W 1915 roku, w gmachu byłego sądu okręgowego, odbył się sąd polowy doraźny w następującym składzie: prezes – kapitan Franciszek Metsi, referent sprawy – nadporucznik dr. Adolf Krysa, oskarżyciel – nadporucznik audytor Karol Drozdowicz, obrońca Józefa Woźniaka – sędzia Stanisław Karnowski, oraz obrońca Anieli Gorajczykówny – porucznik Józef Stachur. Rozpatrywali oni sprawę straszliwego morderstwa dokonanego przez mieszkańców Wieniawy, Józefa Woźniaka, w wieku 48 lat, i Anielę Gorajczykówną, w wieku 38 lat, na siedmiu członkach rodziny Mikołaja Marczyka w Trojaczkowicach Małych.

Podczas śledztwa Woźniak przyznał się do winy i szczegółowo opowiedział o morderstwie. Zamierzając obrabować Marczyka z pieniędzy, Woźniak w towarzystwie Gorajczykówny udał się do ich domu, kierując ją, aby zakupiła wódkę. Około godziny 20:00 dotarli do domu Marczyków, z którymi byli długo znajomi, i zostali przez nich serdecznie przyjęci na herbatę. W trakcie tego spotkania Woźniak podawał domownikom wódkę, co spowodowało, że wieczór przeciągnął się do późna w nocy. Zaproponowano więc gościom, by zostali na noc. Marczyk przygotował dla Gorajczykówny miejsce do spania na słomie, a sam poszedł spać do obory razem z Woźniakiem. Warto zaznaczyć, że Woźniak przyniósł ze sobą do domu Marczyków toporek używany przez piechotę rosyjską, którym później dokonał morderstwa, i zabrał go ze sobą idąc spać do obory.

Gdy Marczyk głęboko zasnął około godziny 2:00 w nocy, Woźniak kilkukrotnie uderzył go obuchem toporka w głowę, zabijając go na miejscu. Po dokonaniu tego czynu i schowaniu toporka pod kapotę, Woźniak udał się do mieszkania Marczyków.

Gorajczykówna otworzyła drzwi Woźniakowi, co obudziło Marję Poleszczakową, matkę Marczykowej, oraz samą Ameję Marczykową. Pytając Woźniaka, dlaczego przyszedł tak wcześnie, otrzymały odpowiedź, że nadszedł czas ich powrotu do domu. W tym momencie Gorajczykówna wyszła na zewnątrz, a po chwili wróciła, informując o deszczu. Marczykowe zaproponowały Woźniakowi i Gorajczykównie pozostanie na dłużej. Gorajczykówna położyła się na słomie, a Woźniak usiadł obok Marczykowej. Gdy ta zasnęła, Woźniak kilkukrotnie uderzył ją obuchem topora, kierując równocześnie Gorajczykównę, aby zasłoniła okno.

Następnie Woźniak wraz z Gorajczykówną, która oświetlała mu drogę lampką, udał się do drugiej izby i zamordował Poleszczakową jednym uderzeniem obucha. W tym czasie obudziła się 13-letnia Stanisława Marczykowna, którą Woźniak również ogłuszył uderzeniem, doprowadzając do jej śmierci. Potem zabił jeszcze troje śpiących dzieci: Marjannę, Władysławę i Janinę.

Po dokonaniu siedmiu morderstw, Woźniak wraz z Gorajczykówną obrabowali dom, zabierając ponad 190 rubli ukrytych w ubraniu Marczykowej, a także kożuch, buty i kilka funtów sadła. Topór mordercy zostawili pod ławą, po czym obaj opuścili miejsce zbrodni. Gorajczykówna nie przyznała się do winy.

Po wysłuchaniu argumentów oskarżyciela i obrońców, sąd udał się na naradę i około godziny 5 po południu ogłosił wyrok, skazując Woźniaka i Gorajczykównę na śmierć przez powieszenie. Cały proces odbywał się w języku polskim, jedynie początkowe protokoły śledcze zostały odczytane po niemiecku, gdyż zostały sporządzone w tym języku. Woźniak przyjął wyrok ze stoickim spokojem, natomiast Gorajczykówna rozpłakała się.

Żródła:

Ziemia Lubelska, 1915 nr 352, [http://bc.wbp.lublin.pl/dlibra/plain-content?id=7860 – dostęp kwiecień 2024]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *