W 1932 roku pożar zniszczył kilkanaście budynków, a straty wyniosły około ówczesnych 100 tys. złotych.

Między ósmą a dziewiątą wieczorem na południowej stronie Lublina, ukazała się mieszkańcom ogromna łuna. Jak się potem okazało płonęła wieś Dziesiąta.

Na pomoc w pierwszym rzędzie pośpieszyły trzy plutony lubelskiej Straży zawodowej pod kierownictwem pana komendanta Lecewicza. Przybywszy na miejsce rozpoczęły natychmiast energiczną akcję ratunkową. Wkrótce potem przybyła straż ochotnicza z Głuska a potem oddział straży ochotniczej lubelskiej.

Pożar powstał w stodole Antoniego Skowronka z niewyjaśnionych zgoła przyczyn. Istnieje przypuszczenie, że nieostrożne porzucenie niedopałka papierosa spowodowało nieszczęście. Ze stodoły płomienie przerzuciły się na dalsze zabudowania gospodarstwa Skowronka i strawiły je doszczętnie. Następnie pożar ogarnął budynki sąsiada Skowronka, Stanisława Bondasa. Spłonął dom mieszkalny i zabudowania gospodarcze. Następnie płomienie przerzuciły się na zagrody Michała Boliboka i Andrzeja Bondasa. I tutaj także spopielone zostały doszczętnie wszystkie prawie budynki.

Energiczna akcja straży ogniowych zdołała w końcu opanować szalejący żywioł. Uratowano zabudowania Pawła Dziny i Piotra Stanikowskiego. W rezultacie pożaru spłonęło kilkanaście budynków gospodarczych i mieszkalnych. W płomieniach zginęło siedem świń i dwadzieścia gęsi. Ponadto spłonęła znaczna ilość inwentarza martwego.
Straty oceniane są prowizorycznie na ogromną sumę ponad stu tysięcy złotych. Pożar przyciągnął z miasta olbrzymie tłumy ciekawych tak że zawezwane zostały oddziały policji do utrzymania porządku.

Źródło:

Express Lubelski i Wołyński, 1932 nr 72 [https://dlibra.kul.pl/dlibra/publication/38620/edition/37770/content – dostęp kwiecień 2021]

Podziel się
Przeczytaj także:  Pomnik Unii Lubelskiej nie zawsze świecił blaskiem... - rys historyczny

Tomasz Brzuszkiewicz

historyk, miłośnik historii Lublina. web-developer