Krótka historia kuponów bukmacherskich

Wesprzyj portal, udostępniając znajomym:

Nie ma chyba fana sportu, który kiedyś nie spotkałby się z terminem zakładów wzajemnych lub sam nie obstawił „tasiemki” licząc na to, że szczęście się do niego uśmiechnie. Dziś jednak jesteśmy przyzwyczajeni do skomputeryzowanej formy zakładów – typerzy mają nieustanny dostęp do zakładów w aplikacjach na swoich smartfonach, mecze transmitowane są na żywo w internecie, a analityków pracujących w firmach bukmacherskich wyręczają specjalistyczne systemy. Dzisiejsze kupony bukmacherskie to zatem zupełnie inna bajka, niż kiedyś. Przewróćmy parę kartek w kalendarzu i przenieśmy się w przeszłość – zobaczmy, jak wyglądało to za dawnych lat.

Pierwsze zakłady i kupony bukmacherskie

Oczywiście historycy doszukują się początków bukmacherki w naprawdę odległej przeszłości (mówi się nawet o paleolicie i starożytnych Chinach), zostawmy jednak prehistorię. Miejsce, które najbardziej powinno nas zainteresować w kontekście kształtu współczesnych zakładów i kuponów bukmacherskich to Wielka Brytania – a konkretnie londyńskie tory wyścigów konnych. Już w XVIII wieku Brytyjczycy złapali bakcyla i gremialnie typowali przewidywanego przez siebie zwycięzcę wyścigu.

Prawdziwy rozkwit zaczął się jednak wraz z rosnącą popularnością piłki nożnej – dyscypliny, która rozkochała w sobie miłośników sportu na całym świecie, lecz przede wszystkim na wspomnianych Wyspach Brytyjskich. W 1922 roku otwarty został pierwszy prawdziwy punkt bukmacherski – jego założycielem był John Moores, który położył podwaliny pod to, jak obecnie wyglądają kupony bukmacherskie. To właśnie on był autorem systemu zakładów wzajemnych, który rozwinął się w formę znaną z dzisiejszej bukmacherki.

Rozwój techniki szedł w parze z innymi dziedzinami życia – tak jak dziś do obstawiania kuponów bukmacherskich używamy internetu, tak wtedy rewolucyjnym pomysłem okazało się wykorzystanie do tego celu telegrafu i telefonu. Miało to miejsce w latach 30 XX wieku – stąd już branża bukmacherska miała prostą drogę do rozprzestrzenienia się po innych państwach.

Polacy nie gęsi – i swe zakłady mają

Kupony bukmacherskie po jakimś czasie dotarły także do naszego kraju. Co prawda znajdziemy wzmianki o zakładach na mecz Legii z Polonią z roku 1917, jednak były to jedynie nieformalne zakłady, nieprzypominające dzisiejszej formy typowania. W czasach PRL, jak nietrudno się domyśleć – pieczę nad zakładami przejęła organizacja państwowa, a konkretnie Totalizator Sportowy. Polacy musieli czekać na ten moment aż do 1956 roku – jednak sieć punktów Totalizatora rozbudowała się w szybkim tempie, a w razie potrzeby gracze mogli przesyłać swoje kupony drogą pocztową.

Dopiero ustawa hazardowa z 1992 roku faktycznie usystematyzowała branżę bukmacherską w Polsce. To właśnie ten moment rozpoczyna erę nowopowstających punktów, w których fani sportu mogli obstawiać zakłady wzajemne w całkowicie legalny sposób. Za pierwszą firmę bukmacherską powstałą dzięki tej ustawie uznawany jest Totolotek, który na rynku istnieje do dziś. Oczywiście nie obyło się bez kontrowersji, w których niuanse prawne mieszały się z chęcią zareklamowania swojej działalności przez bukmacherów – jednak to temat na osobny artykuł.

Historyczni zwycięzcy

Na deser solidna dawka ciekawostek – jakie kupony bukmacherskie zapisały się w historii zakładów jako najszczęśliwsze strzały w dziesiątkę?

Największa wygrana kwota w historii padła dosłownie kilka miesięcy temu – zainkasował ją w listopadzie 2022 Amerykanin Jim McIngvale, który jako wieloletni fan drużyny bejsbolowej Houston Astros obstawił jej zwycięstwo w meczu przeciwko Philadelphia Phillies. Zakład przyniósł mu zawrotną sumę 75 milionów dolarów – detal jednak tkwi w fakcie, że wkład w kupon wynosił… 10 milionów dolarów. Ewidentnie, nawet na stare lata pan McIngvale nadal lubi ryzyko – wszak od lat działał jako biznesmen.

O niezwykłym szczęściu może mówić pewien typer, który w 80 minucie meczu Pucharu Narodów Afryki, w którym starły się reprezentacje Angoli i Mali, obstawił wyrównanie wyniku przez Malijczyków. Wiadomo, w futbolu wszystko może się zdarzyć – problem w tym, że reprezentacja Mali przegrywała do tego momentu aż 0:4. I jak możecie zgadnąć – w ciągu 10 minut udało im się odwrócić losy tego meczu, a typer wrócił do domu z 5000 funtów w kieszeni, choć na kupon przeznaczył jedynie 5.

I na sam koniec powrót do korzeni – wyścigi konne w Wielkiej Brytanii. Jest 2011 rok, niejaki Steve Whiteley stawia kupon akumulowany za 3 funty, typując zwycięstwo 6 koni w kolejnych wyścigach. Brzmi zwyczajnie, ale łączny kurs na ten zakład wyniósł… 879138! To nie miało prawa się udać, a jednak – bukmacher wypłacił panu Whiteleyowi prawie półtora miliona (1450000) funtów. Mając na uwadze wszystkie te opowieści – ciężko nie zauważyć, jak burzliwą i pełną emocjonujących momentów historię mają za sobą kupony bukmacherskie.

Źródło zdjęcia: pixabay.com Licencja: https://pixabay.com/pl/service/license

Polecane

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *