Przez trzy tygodnie saperzy wywieźli 200 ciężarówek amunicji. Z centrum miasta ewakuowano wielu mieszkańców. Gdyby któremukolwiek saperowi drgnęła wówczas ręka – to ścisłe centrum Lublina mogłoby zamienić się w zgliszcza. 

Jesienią 1959 r. tym tematem żyła cała Polska. Pod koniec września robotnicy przystąpili do budowy dzisiejszego Powszechnego Domu Towarowego przy Krakowskim Przedmieściu. Prace rozpoczęto od porządkowania placu, na którym przed wojną stał znany hotel Victoria (wejście do niego znajdowało się od strony obecnego deptaka) Robotnicy ówczesnego Lubelskiego Przedsiębiorstwa Budownictwa Przemysłowego w trakcie wykonywania fundamentów pod przyszły pedet natrafili na pojedyncze pociski artyleryjskie. Nikt wówczas nie przypuszczał, że piwnice zbombardowanego podczas wojny hotelu Victoria kryją aż tak duże zasoby amunicji. To miejsce Niemcy wybrali nieprzypadkowo – piwnice były dobrze zamaskowane gruzami z zawalonego hotelu. Poza tym, mało kto przypuszczał, że w centrum miasta może znajdować się  magazyn amunicji. 

Pracę saperów utrudniał także fakt, że nikt nie miał planów dawnego hotelu. Nie było wiadomo, gdzie są zlokalizowane piwnice i ile ich jest. Udało się je dopiero dokładniej zlokalizować na podstawie znalezionego rosyjskiego szkicu parterowych pomieszczeń ówczesnej Victorii  z…1910 r.

Wezwani na miejsce saperzy przez kolejne tygodnie pracowali dwuzmianowo przy usuwaniu amunicji. Każdy nieostrożny ruch groził katastrofą. Żołnierze nie używali łopat, jedynie noży saperskich, głównie jednak własnych rąk. Wiele pocisków to była 20- i 37-milimetrowa amunicja  przeciwlotnicza. Saperzy wydobyli także kilkadziesiąt kilogramów trotylu. Wojskowi byli pewni (tak to też przedstawiali w mediach), że nie były to typowe składy amunicji lecz „był to olbrzymi materiał wybuchowy, który miał posłużyć do wysadzenia sporej części miasta”. Przemawiał za tym fakt, że amunicja mieściła się w ruinach – ciasnych pomieszczeniach, do których – w razie potrzeby – był kiepski dostęp. To nie wszystko. Pociski znajdujące się w skrzyniach były poprzekładane kostkami trotylu i materiałami łatwopalnymi. Wszystkie pomieszczenia były także połączone ze sobą lontem. Według prasowych relacji z tamtych lat, saperzy natrafili w piwnicach również na pułapki, które zainstalowali wycofujący się z Lublina Niemcy. Były to ukryte zapalniki-detonatory. W przypadku ich poruszenia, doszłoby do wybuchu trotylu, a następnie do eksplozji całego materiału wybuchowego ukrytego w piwnicach. Co ciekawe, kiedy front przesunął się na zachód, niemieckie bombowce wróciły i zbombardowały Lublin. Celem były okolice placu przy hotelu byłej Victorii, co według relacji prasowych z tamtych lat miało spowodować eksplozję zgromadzonej w tym miejscu amunicji.

Przeczytaj także:  Budynek Powszechnego Domu Towarowego "Sezam"

– To jest raczej mało prawdopodobne – uważa prof. Mariusz Mazur, historyk z UMCS. – Przeprowadzenie precyzyjnego bombardowania z dużej wysokości, tak by trafić w konkretny budynek było wówczas niewykonalne. Jako historyk spytałbym o datę tego lotniczego ataku. Co więcej, mamy za mało danych, by jednoznacznie przyjąć którąkolwiek z hipotez. Niemcy zastanawiali się nad obroną Lublina, ale nie wyszła im ona, z drugiej strony myśleli o wysadzeniu kilku innych miast, w tym Krakowa czy Sandomierza. Więc teoretycznie podobna sytuacja mogła także dotyczyć Lublina. 

Podczas akcji rozminowywania władze miasta zamknęły dla ruchu Krakowskie Przedmieście na odcinku od ul. Staszica do 3 Maja. Ewakuowano również mieszkańców kamienic w pobliżu placu. Saperzy wywozili amunicję nocą w wyściełanych trocinami i leżącymi na piasku skrzyniach na poligon na Majdanku. Tam pociski były rozbrajane, a znajdujący się w nich proch – spalany. Tylko jednego dnia saperzy wydobyli z piwnicy ponad 20 tys. pocisków.

Odkrycie składu amunicji w Lublinie stało się głośne w całym kraju. Relacja z Lublina ukazała się nawet na czołówce…Dziennika Łódzkiego. W Lublinie ktoś wpadł na pomysł, żeby piwnice wypełnione po brzegi skrzyniami z amunicją pokazać również dziennikarzom, którzy mieli przyjechać do Lublina. Ze względów bezpieczeństwa nie doszło jednak do tego, a sam teren był pilnowany przez wojsko i milicję. Dopiero po kilku tygodniach od rozpoczęcia akcji rozminowania do Lublina przyjechała 20-osobowa grupa zagranicznych dziennikarzy, m.in. z Grecji, Francji czy Szwajcarii. W Ratuszu odbyła się nawet specjalna konferencja prasowa, dziennikarze obejrzeli również rozminowane już piwnice oraz pojechali na poligon na Majdanku, gdzie saperzy zajęli się wydobytą amunicję

Skąd się wzięła amunicja w hotelowych piwnicach?

W Dzienniku Łódzkim z tamtego okresu czytamy:

„ Było to w 1944 r. Do Lublina zbliżał się front. Pewnego dnia okoliczni mieszkańcy zauważyli, że przed ruinami dawnego hotelu Victoria zatrzymują się ciężarówki, z których żołnierze niemieccy , później zaś i Polacy zatrzymani w łapankach ulicznych, znoszą do piwnic jakieś skrzynie. Tajemniczy „towar” zwożono od maja do połowy lipca. O tych poczynaniach dowiedzieli się członkowie ruchu oporu. Wyśledzili oni, że w piwnicach Niemcy urządzili olbrzymi skład amunicji. Jak krążą pogłoski, partyzanci postanowili dostać się do tego składu, aby zaopatrzyć się w amunicję. Ponieważ magazyn był silnie strzeżony, podjęli się oni rzekomo wyprawy pod ziemią. Czy tak było naprawdę, trudno dziś stwierdzić. Za tą hipotezą przemawia wszakże odkrycie tunelu, który prowadzi od ul. Kościuszki pod klasztorem kapucynów w kierunku hotelu Victoria. (…) Tymczasem na froncie sytuacja zmieniała się z dnia na dzień. Czołgi radzieckie pojawiły się na przedmieściach Lublina. Wtedy Niemcy postanowili wysadzić magazyn amunicji. Czy to z racji sabotażu, czy też, jak twierdzą niektórzy, dzięki śmiałej akcji partyzantów, dość, że tylko część piwnic wyleciała w powietrze. (…) Zakończyła się wojna. Ludzie zapomnieli o całej tej historii. Leżącymi gruzami przywalono opróżnione piwnice, nawieziono na wierzch ziemi, posiano trawę i tak w centrum Lublina tuż obok Filharmonii, Szkoły Rolniczej, reprezentacyjnego hotelu Europa, pod bokiem zabytkowej Bramy Krakowskiej powstał nowy zieleniec. Co prawda od czasu od czasu dzieci znajdowały w ziemi pojedyncze małe pociski, ale nikogo to zbytnio nie dziwiło (…)

Przeczytaj także:  Budynek Powszechnego Domu Towarowego "Sezam"

– Jest to dla mnie dość zagadkowa historia – przyznaje Maciej Sobieraj, historyk lubelskiego IPN. – Już sam fakt wyboru miejsca – czyli centrum miasta – na magazyn amunicji daje do zastanowienia. Niemcy musieli się liczyć z tym, że wyładunek skrzyń w tym miejscu nie ujdzie uwagi mieszkańcom. Nawet jeśli robili to nocą. Wiadomo jednak, że oddziały AK interesowały się tym terenem. Partyzanci musieli najprawdopodobniej wiedzieć, co kryją piwnice.  

W lubelskiej prasie pojawiły się wówczas różnego rodzaju hipotezy dotyczące nieudanej próby wysadzenia całego arsenału amunicji oraz plotki, że do wybuchu nie doszło dzięki pewnemu Czechowi, którzy służył w niemieckiej armii i był odpowiedzialny za zaminowanie piwnic. Ów Czech miał poprzecinać przewody, dzięki czemu jedynie w jednej piwnicy wybuchła amunicja. Z dawnych relacji akowców wynika jednak, że Czech został przez Niemców rozstrzelany.

 – Wydaje się prawdopodobne, że miejsce i sposób składowania amunicji w piwnicach dawnego hotelu nie miało nic wspólnego z logistyką niemieckiej armii – mówi Maciej Sobieraj. – Gdyby chcieli ja wykorzystać do celów obronnych, a przecież zbliżał się do Lublina front, to nie składowaliby amunicji w ciasnych, niewygodnych pomieszczeniach. Fakt, że piwnice były też zaminowane i Niemcy zainstalowali pułapki, które miały wywołać eksplozję również świadczą o tym, że chcieli wysadzić w powietrze centrum Lublina.

Przez trzy tygodnie poszukiwać saperzy wynieśli z piwnic hotelu Victoria ok. 134 tys. sztuk amunicji, w tym 106 tys. szt. naboi karabinowych, 25 tys. przeciwlotniczych, 2100 szt. pocisków czołgowych i 62 kg trotylu. W sumie całość ważyła 220 ton.

Do niektórych pocisków Niemcy zastosowali – zamiast trotylu – materiał wybuchowy, który w reakcją z wodą miał podobne działanie jak piorunian rtęci. Ówcześni eksperci na łamach prasy podkreślali, że gdyby nie odkryto tych składów amunicji podczas budowy pedetu, to za kilka lat doszłoby najprawdopodobniej do samoistnej eksplozji (wilgoć), której skutki były niewyobrażalne. 

Przeczytaj także:  Budynek Powszechnego Domu Towarowego "Sezam"

Trzy pytania do pirotechnika z oddziału antyterrorystycznego KWP w Lublinie (z uwagi na rodzaj służby nie można ujawniać jego danych)

– Jakie mogłyby być skutki eksplozji?

– Przy takiej ilości amunicji i trotylu centrum miasta mogłoby zamienić się w zgliszcza. Myślę, że ucierpiałaby nie tylko Brama Krakowska, ale i kamienice położone z dala od deptaka. Centrum miasta zamieniłoby się w jeden wielki lej powybuchowy. Przy eksplozji doszłoby również – z dużą dozą prawdopodobieństwa do powstania wstrząsu sejsmicznego, z powodu umiejscowienia materiałów wybuchowych i amunicji pod ziemią oraz struktury i różnych rodzajów warstw gruntu, na których stoi Lublin. Jego skutki byłyby katastrofalne. Nie wiemy, czy piwnice pod pedetem nie były połączone z innymi piwnicami, wówczas w wielu miejscach zapadłaby się jezdnia, domy czy kamienice przewracałby się jak domki z kart, a wzniesienie na którym stoi centrum Lublina przestałoby istnieć. Skutki eksplozji mógłby też spotęgować wybuch podziemnych gazów gnilnych czy błotnych. Należy też pamiętać o odłamkujących elementach konstrukcyjnych, fragmentach budynków (cegły, belki), które na w skutek detonacji poruszałyby się we wszystkich kierunkach od miejsca epicentrum wybuchu z ogromną prędkością, uszkadzając wszystko co napotkałyby na swojej drodze. Z tego powodu uszkodzeniom mogłyby uleć budynki znajdujące się w dużej odległości od epicentrum (nawet w promieniu do 6-7 km).

– Co pan – jako fachowiec – sądzi o takim magazynie w centrum miasta?

– Fakt, że Niemcy wybrali podziemia w centrum miasta, skłania raczej ku teorii, że chcieli wysadzić centrum miasta. Dziwi mnie tylko to, że zdecydowali się – a tak wynika z relacji z tamtych lat – na użycie lontu, a nie systemu elektrycznego, albo dla pewności tzn. zdublowania sieci wybuchowej.

– Czy ta amunicja mogłaby sama kiedyś eksplodować?

– Pod koniec wojny Niemcom brakowało już tradycyjnych materiałów wybuchowych. Jako kruszący materiał wybuchowy stosowali różne inne, niekonwencjonalne wówczas substancje, w tym takie, które w zetknięciu z wilgocią mogłyby doprowadzić do eksplozji. Tak też najprawdopodobniej w tym przypadku.

Oprac. Krzysztof Załuski, serdecznie dziękuję.

Tomasz Brzuszkiewicz

historyk, miłośnik historii Lublina. web-developer

Podziel się