Pewnego grudniowego dnia, do sklepu jubilerskiego przy ulicy Świętoduskiej 8 zawitał żołnierz w szarży plutonowego. Nabył tam 2 pierścionki na sumę 40 zł. Należność pokrył wekslem wystawionym na sumę 50 zł przez Zakłady Graficzne J. Pietrzykowskiego w Lublinie opatrzony podpisem właściciela zakładu.

Na drugi dzień właściciel zakładu jubilerskiego Joska Cufryden zwrócił się z wekslem do wystawcy i okazało się, że dokument ten został sfałszowany. Niezwłocznie powiadomiono służby policyjne. Podkomendant Jarnicki niezwłocznie wysłał czterech wywiadowców, Jakubczyka, Żaka, Kunca i Komorowskiego do obstawienia innych sklepów.

Wywiad ten dał pomyślny efekt, bowiem okazało się, że ów wojskowy te same weksle chciał spieniężyć na czarnej giełdzie. Dało to do myślenia policjantom, gdyż świadczyło to o większym kalibrze oszustwa niż wcześniej sądzono. Fałszywych weksli było zdecydowanie więcej.

Okazało się, że w tym samym dniu aferzysta kupił garnitur przy ulicy Olejnej. W sklepie z galanterią Frydmana (Rynek 5) chciał kupić bieliznę i swetry, lecz tam towaru mu nie wydano, bo sprzedawca zauważył coś niewyraźnego na wekslu. Poprosił klienta o przyjście na drugi dzień. Na drugi dzień nikt nie zgłosił się. Dopiero 4 stycznia do sklepu przyszedł mały chłopiec, którym od razu zaopiekował się agent Komorowski.

Chłopiec speszył się, a na pytanie kto go przysłał, odpowiedział, że to pan stojący w bramie przy pobliskiej ulicy. Jednakże nikogo już tam nie było. Potem okazało się, że mały posłaniec był bratem oszusta i nazywał się Jan Kawecki. Parę godzin później, na posterunku znalazł się również i sam aferzysta – 24-letni Mieczysław Kawecki vel Bronisław Wójcik. Od razu przyznał się do winy.

W toku dalszego śledztwa okazało się, że Mieczysław był stałym mieszkańcem Lublina. Jego rodzice mieszkali przy ulicy Gminnej. W roku 1926 był wzięty jako poborowy do wojska, służył w 12 pułku ułanów i w 45 p. piechody. Z tego ostatniego zdezerterował. Ukrywał się w Warszawie pod fałszywym nazwiskiem Bronisława Wójcika, swojego znajomego z Lublina. Pracował w Zakładach Graficznych Sobiewskiego. W 1927 roku powrócił do Lublina. Dlaczego podrabiał podpis Zakładów Pietrzykowskiego? Otóż okazało się, że przed wstąpieniem do wojska pracował tam i był w posiadaniu oryginału podpisu. Wręczając weksle zaznaczał, że tam pracuje, a weksle otrzymuje w ramach wynagrodzenia za pracę.

Przeczytaj także:  Lęk przed Trybunałem Koronnym

Znając się już trochę na sztuce graficznej, do podrobienia pieczęci użył kauczukowych czcionek, nabytych w księgarni w Hotelu Angielskim. W ten sposób podrobił 8 weksli (3 popsuł). Oprócz tego podrobił również weksle zakładów Sobiewskiego z Warszawy, które usiłował dyskontować nawet w bankach. Wszystkie były wypisane na Bronisława Wójcika.

Tymczasowe zwolnienie z wojska również sfałszował przy pomocy prowizorycznych czcionek. Pieczęć podrobił używając szkła od lampy do robienia obwódek. Orzełka przekalkował. Dwa meldunki również zostały sfałszowane.

Źródło:
Ziemia Lubelska, 1928 nr 6, [https://polona.pl/item/ziemia-lubelska-r-24-i-e-23-nr-6-6-stycznia-1928,MTc1NDM0MjY/4/#info:metadata – dostęp październik 2021]

Podziel się

Tomasz Brzuszkiewicz

historyk, miłośnik historii Lublina. web-developer