Czułem się jakbym oglądał historię w małej soczewce…

12 lipca br. około godziny 18 przy wielkiej sali operowej Centrum Spotkania Kultur zaczęło się robić tłoczno. Chociaż tłoczno to za mało powiedziane. Tak. Tłum Lublinian i zapewne też przyjezdnych zapragnął po południu zobaczyć unikalny film autorstwa nieznanego niemieckiego kupca. Zapis był skrzętnie skrywany przez pewną rodzinę niemiecką, która w poprzednim roku postanowiła przedstawić go Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie. Film obłożony wieloma restrykcjami prawnymi nie może być skopiowany i przekazany do miejsca powstania. Jednakże dzięki staraniom p. dr hab. Adama Kopciowskiego z Zakładu Kultury i Historii Żydów UMCS oraz p. Jacka Nowakowskiego z Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie mogłem wraz z, jak później się okazało, ok. 1700 innych zebranych obejrzeć te nigdzie nie publikowane kadry.

Kamerzysta wychodzi z Domu Niemieckiego, dzisiejszej Lublinianki, spogląda na pl. Litewski, zupełnie inny niż dzisiaj. Rzut oka na lewo, na przemarsz niemieckiego wojska, w tle fasada banku. Przy wejściu na rogu dwie niemieckie stróżówki, od strony Krakowskiego Przedmieścia – długa podłużna flaga ze swastyką. Dalej podąża w stronę Starego Miasta. Rzut oka na kamienice na rogu Kościuszki i Krakowskiego Przedmieścia (nr 46 i 48 – gdzie zginął Józef Czechowicz). Mija Kościół św. Ducha, zatrzymuje kadry na Bramie Krakowskiej. Kilka ujęć z ulicy Grodzkiej, widok na Zamek i dzielnicę żydowską z Placu po Farze. Przejście za Bramę Grodzką. Ulice Szeroka, Cyrulicza, punkt sprzedaży wody (istnieje do dziś) i mnóstwo ludzi. Istnień, których za parę lat nie będzie, budynki, które zmiecie niemiecki najeźca. Całość przepleciona widokami z Kraśnika.

Tak w skrócie przedstawiał się film z waszyngtońskiego muzeum. Po projekcji wywiązała się dyskusja, w której udział wzięli: wspomniany wcześniej dr hab. Adam Kopciowski, Jacek Nowakowski, Krzysztof Banach z Państwowego Muzeum na Majdanku, Marcin Fedorowicz z Ośrodka Brama Grodzka Teatr NN oraz Krzysztof Mucha – znany regionalista. Dyskusja rozgorzała na dobre przy datacji filmu, gdyż na wizji widniał rok 1941. Jednakże po polemice ustalono, że film najwcześniej mógł powstać w maju 1940 roku. Następnie dokonano ponownej projekcji w zwolnionym tempie przy komentarzu p. Marcina Fedorowicza.

To był wielki dzień dla miasta. To była pierwsza i jedyna projekcja tego filmu. Mam nadzieję, że uda się go uzyskać dla naszego miasta.

 

historyk, miłośnik historii Lublina. web-developer