Lublin po wkroczeniu wojsk niemieckich znalazł się na terenie Generalnej Guberni. Podczas okupacji na rynek miejski wychodził „Nowy Głos Lubelski”, w którym to zamieszczono wspomnienia z pamiętnych dni września 1939 roku.

Jeszcze przed wybuchem wojny w Lublinie, można było odczuć poruszenie, które objawiało się gwałtownymi przygotowaniami do obrony. Ludność lubelska już wcześniej gromadziła też zapasy żywności.  Kiedy doszło już przekroczenia granic przez wojska wroga,  ludzie z uwagą wysłuchiwali komunikatów.

Wieczorem całe miasto spowiły mroki ciemności. Było to przymusowe zaciemnienie, by nie były widoczne ewentualne cele nalotów. Nawet samochody jeździły bez włączonych świateł. Wyglądały jak widma, wolno sunące po ulicach Lublina.

2 września nie było śpiochów. Wszyscy od rana zaczytywali się w porannych wydaniach gazet, słuchali komunikatów radiowych, dyskutowali o szybkim zwycięstwie i o przyłączeniu się do wojny Anglii i Francji. Cały ten poranny harmider przerwał ryk motorów niemieckich samolotów. Była gdzieś godzina 9:35. Rozległ się tępy dźwięk syren fabrycznych, które ostrzegały ludność przed nadchodzącym niebezpieczeństwem. Wnet opróżniły się ulice. Tylko ciekawscy zadzierali głowy. Jednakże trudno było w blaskach słońca odnaleźć błyszczące samoloty.

Posuwała się mała eskadra – 3 maszyny w szyku bojowym na wysokości 4000 m. Nagle odezwały się karabiny maszynowe przeciwlotnicze na poczcie i przy dworcu PKP, jednak bezskutecznie, gdyż miały za mały zasięg.

I rozległ się potężny huk eksplozji. Pierwsza bomba na Lublin została zrzucona w okolicach dworca. W sumie naliczono 6 głośnych i 2 ciche (niewypały). Po kilku minutach od zakończenia zrzucania bomb było już wszystko jasne, a informacje zaczęły szybko rozprzestrzeniać się po tkance miejskiej. W okolicy ulicy Rusałka spadło 2 bomby, jedna w pobliżu nowo-budowanej wówczas fabryki Lilppop, 2 na starym lotnisku Plage-Laśkiewicza. 4 osoby poniosło śmierć.

Po południu zaczęły spływać informacje o bombardowaniu innych miast polskich. Nieoficjalnie można było też usłyszeć, o planowanym przekazaniu do Lublina kilku eskadr samolotów i artylerii przeciwlotniczej.

W niedługim czasie po pierwszych nalotach zaczęła napływać ludność uciekająca z Warszawy i innych rejonów kraju, gdzie wojsko niemieckie zajęło tereny pod okupację. Pojawiło się wiele różnych samochodów: prywatnych, firmowych, samorządowych, czy też wojskowych. Natężenie było tak duże, że zwykły przechodzeń nie mógł spokojnie przejść przez miasto. 8 września była już totalna katastrofa. Środków żywnościowych brakowało nawet dla rdzennych mieszkańców Lublina. Ruch nie gasł również w nocy. Pomimo całkowitego zaciemnienia, ci, część ludzi jechało dalej poza miasto. Nie obyło się oczywiście bez katastrof.

Najgorzej było na wylotówce na Chełm. Tam co rusz dochodziło do najechania się wozów, albo najechania kogoś. Uniemożliwiało to też poruszanie się wojsk.

W nocy z 8 na 9 września cały Lublin zelektryzowała wiadomość, że w hotelu Wiktoria miał zatrzymać się cały sztab główny armii polskiej, jak i członkowie rządu. 9 wrześnie z kolei rozpoczęło się największe bombardowanie. Bardzo ciekawe czy ta wiadomość dotarła do Niemców, gdyż właśnie te naloty ze szczególną pieczołowitością ogarnęły okolice hotelu. Równowaga miasta została zachwiana. Policji i innych władz porządkowych już dawno nie było. Miasto pozostawione było samo sobie.

W kilku częściach Lublina uszkodzono przewody elektryczne. Po południu gmachy zbombardowane podczas nalotów, płonęły z większą intensywnością. Brak jednostek gaśniczych, powodował, że pożary mogły się z łatwością rozprzestrzeniać. Koło wieczora kilka już budynków stało w ogniu. Gdy zapadł zmrok nad Śródmieściem rozpościerały się łuny od ognia. Mieszkańcy, zagrożeni pożarem zaczęli wyrzucać przez okna swoje mienie domowego użytku, a więc meble, butelki czy inne naczynia, które rozbijały się o ziemię. Lublin pogrążył się w totalnym bezładzie. Na ulicach zaczęli pojawiać się drobni przestępcy, którzy pod pretekstem ratowania mienia, zaczęli grabić majątek mieszkańców.

Spora część Lublinian właśnie wtedy podjęła decyzję o ucieczce z miasta. Nie rzadki był widok dźwigających cały swój dobytek mieszkańców i wędrujących pieszo poza granice Lublina.

16 września do Lublina dotarła wiadomość, że wojska niemieckie są oddalone od granic na ok. 20 km. Utworzono wówczas komitet obrony Lublina.

17 września Lublin był celem kolejnego nalotu niemieckiego. Było on nieco słabszy od poprzednich i skierowany był na krańce Lublina. Dokładnie na rogatki warszawskie. Dzień później nad ranem wkroczyły pierwsze szturmowe oddziały niemieckie.

Wspomnienia sprzed roku na łamach Nowego Głosu Lubelskiego zamieścił naoczny świadek wydarzeń – Karol Brzechowicz.

Źródło:

Nowy Głos Lubelski 1940 nr 129, 131, [http://dlibra.umcs.lublin.pl – dostęp wrzesień 2018]

historyk, miłośnik historii Lublina. web-developer