Ida Gliksztejn
O 6 rano udałam się do komendy policji, by się czegoś dowiedzieć. Wszędzie pusto. Na wpół otwarte szuflady. Akta rozsypane po kątach. Policji już nie było.

W drodze powrotnej do domu spotkałam polskich oficerów w poszarpanych mundurach. W ich oczach widziałam przerażenie, usta mieli spieczone, twarze czarne od prochu. Wiedziałam już, że wszystko stracone. W ciągu dnia usłyszałam pogłoski że Lis-Kula objął dowództwo. Miasto będzie się bronić…

Źródło:
APMM, Ida Gliksztejn, sygn. VII/0-20.

historyk, miłośnik historii Lublina. web-developer