Nasze miasto od wielu lat walczy ze sklepową pstrokacizną. Szpetne szyldy co prawda prawie zniknęły z Krakowskiego Przedmieścia (deptak) i Starego Miasta, jednakże wygląd innych ulic pozostawia wiele do życzenia.

Problem wizerunkowy Lublina nie jest nowy. Pojawił się już nawet w okresie międzywojennym. Włodarze II Rzeczpospolitej również nie mogli sobie poradzić z różnokolorowymi afiszami. W 1925 roku ową pstrokacizną miejską zajęli się redaktorzy narodowo-demokratycznego dziennika „Głos Lubelski”.

Już w tamtych czasach różnobarwne szyldy i powiewające futerka kuśnierzy zasłaniały piękno zabytkowych kamienic. Co więcej autorów artykułu zdecydowanie raziły niegramatyczne napisy.  Miasto miało też wówczas swojego jaskrawego „potworka”, którym była Brama Grodzka pomalowana na jaskrawo-pomidorowy kolor. Fakt faktem, nie  było wtedy żadnych norm regulujących kolor kamienic (normy były w trakcie opracowywania), tak więc każdy właściciel miał w tej kwestii wolną rękę.

Dzisiaj problemy zostały te same. Doszło jedynie do ich relokacji. O ile widać efekty Ustawy Krajobrazowej z września ubiegłego roku na Starym Mieście i deptaku, to okoliczne ulice Śródmieścia nie wyglądają jak powinny. Przykładem jest chociażby ulica Narutowicza, gdzie szpetnych reklam jest istne zatrzęsienie. Kilka lat temu Lublin dostał też nowego architektonicznego „potworka”, którym okrzyknięto Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej ze swoją barwną żarówiastą elewacją.

O ile COZL jest niewątpliwie potrzebne dla Lublinian i można mu wybaczyć dość pretensjonalny wygląd, o tyle miejskie reklamy i banery nie powinny w dalszym ciągu szpecić Lublina. Ufamy, że zapewnienia władz, iż do 2017 roku postarają się uregulować wygląd ulic, ulegną zrealizowaniu.

Żródła pomocnicze:

Głos Lubelski 1925 nr 203 [http://bc.wbp.lublin.pl – dostęp wrzesień 2016]

A. Pacułek, „Ustawa Krajobrazowa. Nadchodzi prawdziwa rewolucja, szpetne szyldy w końcu znikną„,  [http://lublin.wyborcza.pl – dostęp wrzesień 2016]

historyk, miłośnik historii Lublina. web-developer