Codziennie idąc do pracy mijam budynek Chatki Żaka. Niedawno przeszedł generalny remont, czy wypiękniał? Każdy może mieć na ten temat swoje zdanie, ale według mnie wygląda teraz całkiem dobrze. Warto wspomnieć coś na jej temat, gdyż dokładnie w tym roku obchodzić będziemy okrągły jubileusz 50 lat od zakończenia jej budowy.

Chatkę wznoszono w latach 1962-1965 według projektu Krystyny Tołłoczko Różyskiej. Całe dzisiejsze  Miasteczko Uniwersyteckie z AOSem, dawną Stołówką Studencką, nowymi akademikami, gmachem Chemii, „starym humanikiem”, Biblioteką, gmachem Biologii i Nauk o Ziemi oraz z Chatką Żaka, jest zasługą rektora Seidlera, który promował wizję swego rodzaju kampusu uniwersyteckiego. Dobrze się więc stało, że doczekał się on upamiętnienia, przynajmniej poprzez nazwanie jego imieniem skwerku przy Sowińskiego oraz dodaniu popiersia do grupy pięciu wcześniej ustawionych wyobrażeń profesorów UMCS.

Skąd nazwa Chatka Żaka? Ogłoszono konkurs na nazwę nowego obiektu w 1962 r. Oficjalna uroczystość nadania nazwy odbyła się 9 marca 1963 r.

Chatka

Jeśli zaś chodzi o architekturę, odsyłam do książki Izabeli Pastuszki, która dogłębnie analizuje wygląd poszczególnych obiektów dzielnicy. A teraz do rzeczy. Od samego początku Chatka Żaka miała służyć studentom i rozwijać kulturę studencką. Odbywały się tu również większe imprezy, w końcu była to jedna z największych sal koncertowych z nowoczesnym oświetleniem w Lublinie.

Wspomnieć wypada również o czterech teatrach nowoczesnych, które w pewnym okresie prężnie działały w Chatce: „Gong 2”, „Provisorium”, „Scena 6”, „Grupa Chwilowa”. Odbywały się tu studenckie przeglądy teatralne jak chociażby Studencka Wiosna Teatralna. Jednym słowem, działo się! Wypada również podkreślić fakt, że lata 70. były jednym z najlepszych okresów dla rozkwitu kultury studenckiej, która była wspierana przez władze PRL. Jej krach nastąpił w latach 80. wraz  ze strajkami i stanem wojennym.

Lata 90. to dalszy okres swego rodzaju „nihilizmu” studenckiej kultury. Sama Chatka Żaka przeszła również gruntowne przeobrażenia funkcjonalne. Zniknęła stołówka studencka, a w Chatce zagościła dyskoteka… Ot duch czasów, kultura znaczy się pójście na disco. Po co iść na stołówkę i zjeść schabowego z ziemniakami, surówką i kompotem, skoro można kupić fast-fooda? Na szczęście ta degrengolada, przynajmniej częściowo została powstrzymana i po dyskotece pozostały wspomnienia. Chatka doczekała się remontu i mam nadzieję nowej wizji użytkowania.

Jednak mam wrażenie, że sama idea bycia zwornikiem kultury studenckiej jest obca temu obiektowi. Bo cóż, mamy tutaj występy kabaretów, zespołów, oraz innych artystów, ale ilu z nich jest studentami? Owszem, zaraz podniosą się głosy osób, które powiedzą, sami studenci nie chcą tworzyć żadnych inicjatyw jak teatry, czy zespoły. Otóż nie do końca jest to prawda. Czasem nie mają oni po prostu miejsca do samorealizacji i ćwiczenia swoich umiejętności. Chatka powinna „wyjść” do studenta, tym czasem mam wrażenie, że zamiast łączyć uniwersytet z dzielnicą studencką stoi ona na uboczu i działa sama sobie. Dlaczego nie udostępnić studentom jakiejś sali prób, w której młode kapele mogłyby ćwiczyć? Niech nawet będzie tam 10-15 zespołów, które rozlecą się po pół roku, ale może jeden z nich przetrwa i coś osiągnie?

Kończąc już moje malkontenctwo dodam jeszcze jedno. Zmiana wyglądu zewnętrznego to nie wszystko. Najważniejsze jest  zachęcenie do odwiedzania i oferta dla studentów, zwłaszcza pomoc w rozwijaniu ich talentów, nawet za darmo. Cieszy fakt, że działają ciągle grupy, jak „Impetus”, czy też „Zespół Tańca Ludowego UMCS”, ale kultura to nie tylko taniec. Chociaż nasze media sprowadzają wszystko do kolejnych edycji „Tańca z gwiazdami” – nie dajmy się zwariować. Chatko Żaka, bądź nią nie tylko z nazwy!

Miłośnik kolei, lublinianin, historyk.